-O myślę że częściej będę rano tutaj przychodził. - z chytrym uśmieszkiem powiedział Cristian, którego dopiero teraz zobaczyłam.
-Tello zamknij się i zrób mi miejsce. Głowa mi pęka. - rzuciłam się na sofę a głowę położyłam na jego kolana.
-Co młoda za dużo wypiłaś ? - zaczął się śmiać.
-Nie interesuj się ośle. - pstryknęłam go w nos i się uśmiechnęłam. Po chwili wszedł mój brat z tabletką na ból głowy i wodą do popicia.
-Bartra ... jesteś najlepszy. - powiedziałam i wzięłam proszki przeciw bólowe.
-Ja idę się przejść, dotlenić mózg.
-W tym stroju ?! - zapytał zdenerwowany Marc.
-O kurde. Zapomniałam.
-Ej, a mogę iść z tobą ? - zapytał Cristian.
-Mówiłam że idę dotlenić mózg a ty go nie masz kochanie. - kolejny raz się uśmiechnęłam do niego i skierowałam się do pokoju. Przebrałam się i pomalowałam. Szłam tak aż doszłam do parku, usiadłam na ławce i wyciągnęłam papierosa. Siedziałam tam i myślałam nad moim snem. Gdy mam jakieś duże problemy to czasem lubię sobie zapalić, ale nie jestem nałogowcem. Rozmyślając zamknęłam oczy i poczułam że ktoś wyciąga mi fajkę z ust. Otworzyłam oczy i zobaczyłam że Lucas zaciąga się nią.
-Oddawaj ! Znajdź sobie swojego. - powiedziałam lekko zdenerwowana i zmierzyłam go wzrokiem.
-Spokojnie tygrysie. Tylko nie drap. - po czym oddał mi papierosa. Nic nie mówiłam więc on postanowił mnie zagadnąć.
-Chcesz pogadać ? - kiwnęłam przecząco głową.
-To w takim razie zabieram Cię dzisiaj na imprezę do kumpla. Rozerwiesz się trochę. A no i nie chce słyszeć odpowiedzi nie.
-W sumie nie mam nic innego do roboty. - pomyślałam że mogę się przejść i się trochę pobawić.
-Będę po ciebie o siódmej. Ja już muszę lecieć. Ubierz się sexownie. Papa tygrysku. - jak odchodził posłał mi całusa. Mnie od jego słów aż wmurowało. Dokończyłam palić i wróciłam do domu. Pogadałam chwilę z bratem, poszłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko, po chwili zasnęłam. Obudziła mnie poduszka którą ktoś mnie uderzył.
-Śpiochu wstawaj ! O ile dobrze słyszałem na 19 masz randkę a jest już 17. Tobie szykowanie się w trochę zajmie. Więc rusz ten leniwy tyłek i wstawaj !
-Kocham Cię braciszku ale przysięgam ze zaraz Cię zabije! - i takim sposobem się rozbudziłam. Zaczęłam się szykować. W pierwszej kolejności poszłam się umyć, pomalowałam się. Usłyszałam dzwonek do drzwi i wtedy dopiero spojrzałam na zegarek była równo dziewiętnasta.
-Maaaarc ! Otwórz proszę ! Ja zaraz schodzę ! Ubrałam się szybko, wzięłam torebkę, przeglądnęłam się w lustrze i wyszłam. Schodząc po schodach usłyszałam jak Bartra gada z Lucasem.
-Posłuchaj mnie... Jak jej się coś stanie masz chłopie przejebane. Dzisiaj jest twoim oczkiem w głowie i masz jej pilnować. Zrozumiano ? - wtedy postanowiłam zejść.
-No już jestem. Przepraszam za spóźnienie. - obydwoje popatrzyli na mnie z wielkim podziwem. Zakręciłam się wokół własnej osi prezentując im mój strój.
-No wyglądasz uroczo. - przeszłam obok nich a Lucas podążył za mną.
-I masz boski tyłeczek w tych spodniach. - po usłyszeniu tych słów obróciłąm się i spojrzałam na reakcje mojego brata. Najpierw otworzył usta ze zdumienia a potem zrobił się czerwony ze wściekłości. Przestraszona że zaraz coś zrobi wypchnęłam mojego towarzysza jak najszybciej za drzwi. Przed domem zobaczyłam piękne, czarne BMW i8. Po 10 minutach jazdy dotarliśmy pod dom z którego słychać było dźwięki muzyki.
-Nie bój się. - Lucas złapał mnie za kolano.
-Jesteś cała spięta. Kobieto to tylko imprezka, masz się dobrze bawić. - uśmiechnął się zachęcająco po czym wyszedł z auta, obszedł je, otworzył mi drzwi i pomógł wysiąść. W drodze do drzwi złapał mnie za rękę. Otworzył nam nieźle już nawalony typ. Przedstawił się jako Enrique. Wypiłam parę drinków, trochę potańczyłam i pogadałam z niektórymi osobami.
(2h później)
Zmęczona zabawą chciałam chwilę odsapnąć. Wyszłam na ganek. Po chwili doszli do mnie wcześniej poznani Marcelo i Ricardo.
-Siema Jen. Zapalisz? - Ricardo poczęstował mnie papierosem.
-Nie dziękuje. Nie mam ochoty. - odmówiłam mu i dalej stałam.
-Niezła z ciebie laseczka. - powiedział Marcelo po czym wydmuchał mi dym prosto w twarz. Zniesmaczona chciałam odejść jednak oni nie pozwolili mi na to.
-Gdzie się wybierasz. Pogadaj jeszcze z nami. O mam pomysł pobawimy się. Kto pierwszy złapie Jen ten będzie mógł pierwszy ją przelecieć. Ric zgadzasz się ?- on pokiwał głową. Oby dwoje zaczęli się zbliżać do mnie. Marcelo złapał mnie i przerzucił sobie przez ramie. Krzyczałam żeby mnie puścił ale na marne. Weszliśmy do domu ale była za głośna muzyka żeby ktoś mnie usłyszał. A jak już ktoś nas widział to myślał że się świetnie bawimy. Weszliśmy na górę po schodach i zostałam rzucona na łóżko w pierwszym lepszym, wolnym pokoju. Mężczyźni ściągnęli swoje koszulki i przywiązali mi jedną rękę do łóżka. Łzy leciały mi po policzkach. Bałam się że skończy się to tak jak kiedyś. Oni przybliżali się do mnie. Marcelo zaczął mnie całować zaczynając od szyi a Ricardo chciał mi rozpiąć spodnie. Kręciłam się i wyrywałam niestety nie mogłam poruszać rękoma. Jedna była przywiązana a druga przetrzymywana przez kogoś. Gdy nadarzyła się okazja podczas pocałunku ugryzłam Marcelo w dolną wargę tak mocno aż poczułam smak krwi. On z bólu jękną i wyszedł do łazienki. Drugi zadał mi cios w policzek i kazał się zachowywać. Z całej siły kopnęłam go w krocze. On także zawył z bólu i upadł na ziemie. Szybko rozwiązałam sobie rękę i uciekłam z pomieszczenia. Wybiegłam na ulicę. Biegłam i płakałam. Łzy przesłaniały mi drogę. Wpadłam na kogoś ale nie zatrzymało mnie to, biegłam dalej. Poczułam że ktoś łapie mnie za nadgarstek i mocno ciągnie. Wleciałam na tego kogoś. Okazało się że był to Alexis. Wtuliłam się w jego klatkę i płakałam. On usiadł ze mną na ziemi i kołysał się próbując mnie uspokoić.
*Oczami Alexisa*
Szedłem sobie ulicą aż zobaczyłem biegnącą postać. Okazało się że jest to Jennifer. Złapałem ją na nadgarstek aż na mnie wpadła. Nie zdążyłem się przywitać a ona przytulała się do mnie mocno i płakała. Wiedziałem że coś się poważnego stało. Cała się trzęsła. Usiadłem z nią na ziemi i kołysałem nami żeby się uspokoiła. Ona nadal trzymała się mnie kurczowo i nie chciała puścić. Nałożyłem na nią moją bluzę i dalej czekałem aż się uspokoi. Po chwili jej oddech się uspokoił a klatka piersiowa nie unosiła się tak szybko. Zasnęła w moich ramionach na ziemi. Podniosłem ją i szedłem do domu Bartry. Po drodze zastanawiałem się co się stało. Dotarliśmy do jej domu i zapukałem do drzwi. Otworzył nam zaspany Marc. Jak tylko zobaczył jego siostrę leżącą w moich ramionach natychmiastowo się rozbudził i wpuścił nas do środka. Położyłem ją na kanapie. I podszedłem do Marca. On stał ze łzami w oczach i przyglądał się Jennifer.
-Zasnęła mi na rękach gdy złapałem ją na ulicy jak biegła. Strasznie płakała i nie wiedziałem o co chodzi. - Bartra był strasznie zdenerwowany. Widziałem że strasznie kocha swoją siostrę. Nie chciałem im przeszkadzać. Idąc do drzwi powiedziałem że jutro wpadnę sprawdzić co z Jen. W odpowiedzi usłyszałem dziękuje. Było to powiedziane z wielkim bólem.
* Oczami Marca *
Stałem tak i patrzyłem na
moja małą siostrzyczkę. Spała tak spokojnie. Jedynym śladem tego że płakała był jej rozmazany makijaż. Czemu ciągle jej musi przydarzać się coś złego? Miałem łzy w oczach gdy ją teraz widziałem. Nie dość że ojciec ją bił, była sprawa z tym snem, i teraz jeszcze to ... Jutro muszę się dowiedzieć co się stało. Potem rozliczę się z tymi wszystkimi co tak skrzywdzili Jen.
jezu az sie popłakałam =( czekam na nastepny rozdzial, chce wiedziec co bylo dalej :'(
OdpowiedzUsuń/Klaudia
Super *.*
OdpowiedzUsuńNiesamowite <333
Niecierpliwie czekam na kolejny <333
Ojejeu dobrze że do niczego nie doszło. Czekman na nexta :D
OdpowiedzUsuńŚwietne <3
OdpowiedzUsuń