Patrzyłam tak na niego jeszcze przez chwile, a on zaczął się śmiać z mojej miny.
-Ja, ja .... nie mogę uwierzyć, ze stoi tu przede mną jeden z najlepszych piłkarzy Barcy ...
-A ja to co ? - powiedział z udawanym oburzeniem Marc.
-Oj ty tez braciszku. - słodko się do niego uśmiechnęłam.
-Dobra, dobra nie słodź i tak mam focha na ciebie. A teraz mów skąd umiesz grać w fife ?
-Grałam z koleżanką. - popatrzył na mnie ze śmiechem w oczach.
-Może nam jeszcze powiesz że grasz w piłkę w realu ?- powiedział Tello.
-Właściwie to tak. Lubie czasem pograć. Z kolegami z Madrytu grałam i coś tam umiem. - powiedziałam obojętnie, ale nie wiedziałam ze to będzie miało wgląd na następne wydarzenia.
-Mam pomysł ! - uśmiechnął się Marc.
-Cristian co powiesz na mały meczyk z moją siostrą ? - dokończył.
-Z miłą chęcią. - odpowiedział.
-No to mała, zdecydowane. Jedziemy na Camp Nou. Zbieraj się. Zdezorientowana powiedziałam do brata:
- Chłopaki to jest CAMP NOU ! Nie możemy ot tak sobie tam wejść i pograć.
-Kochanie, zapomniałaś ze to my jesteśmy piłkarzami, my tam ćwiczymy i gramy. To nasz stadion. - powiedział Cristian.
-A no tak ... - powiedziałam. Nagle sobie przypomniałam że oni są zawodowcami a ja prawie nic nie umiem.
-Ej, ale ja sobie nie dam rady z wami. I zresztą są trzy osoby. Nie ma jak ustalić składów. - myślałam że tym gadaniem odwiodę ich od tego pomysłu. Niestety nie poskutkowało.
-Młoda, już napisałem do Alexisa, Alby, Xaviego, Pique, Puyola, Pedro, Alvesa, Valdesa i Messiego. Będą za 2 godziny na stadionie. - zaśmiał się Marc a ja mu wystawiłam język. Po 5 min. rozmowy poszłam do pokoju się spakować. O Nie ! Powiedziałam w myślach.
-Maaaaarc !!!!!!!! - wrzasnęłam najgłośniej jak potrafiłam.
-Co jest ?! Co się dzieje ?! - wpadli z Cristianem z bojowymi minami i ruchami. Zwijałam się ze śmiechu jak ich zobaczyłam.
-Debilu ! - wrzasnął Tello.
-Myśleliśmy że cie zabijają! - wydarł się mój brat.
-Dobra, dobra skończcie już bo nie wyrobie. A teraz do konkretów. Jest sprawa. Bo rodzice mi nie pozwalali nigdy grać, więc strój i korki chowałam zawsze pod łóżko. No a teraz zapomniałam tego zabrać.
-Ok. Nie ma sprawy. Dzisiaj ci pożyczę moje stare korki i koszulkę , a spodenki chyba jakieś masz? Bo wiesz moje spodenki będą trochę za duże. Więc biegała byś w moich bokserkach. Ty w sumie pasowały by jak ulał. Poczekaj przyniosę. - obaj zaczęli sobie ze mnie żartować i się śmiać.
- Niech będzie. :) Tylko daj mi jakieś czarne. - od razu spoważnieli.
-Ale z was osły. Przecież żartuje. Nie biegała bym w twoich bokserkach .... Wole biegać w samych majtkach. Które lepsze czerwone czy czarne ? - teraz im szczęki opadły.
-Jak dla mnie czerwone. - powiedział Alexis stojący w drzwiach.
-Tez tak myślę. Ładnie ci tyłek podkreśli i będę mógł popatrzeć, a jest na co. - powiedział z zawadiackim uśmiechem Tello. W tym momencie mój brat spojrzał na niego i powiedział :
-Stary przepraszam.
-Ale za co ? - spytał jeszcze niczego nieświadomy. I nagle dostał z kolanka w klejnoty, aż się biedaczek zgiął w pół.
-Teraz możesz popatrzeć na jej stopy pacanie. - razem z Alexisem staliśmy oparci o siebie i się śmialiśmy.
-To jest jakiś dom wariatów... - powiedziałam ciągle chichocząc.
-Marc byłbyś taki łaskawy i zabrał stąd swoich przyjaciół, przyniósł mi koszulkę ? Chce się przebrać a przy was chyba nie założę czerwonych majtek.
-Ja nie wiem co ci zaraz zrobię ! Gdzie masz szafkę z bielizną ? - ciekawa co zrobi pokazałam mu ją. On natomiast wyjął całą szufladę, wyciągnął mi zwykłe szare majtki i powiedział :
-Po meczu szafka wróci do ciebie. Teraz się ubieraj, i już bez dyskusji ! - kolejna porcja śmiechu.
-A wy co tu jeszcze robicie ?! Zbierajcie swoje grube dupy i wyłaźcie z pokoju ! - teraz Marc skierował się do chłopaków. W tym domu nie ma opcji wytrzymać. Wreszcie Marc przyniósł mi bluzkę. Podziękowałam mu i się przebrałam w coś wygodniejszego. Na Camp Nou dotarliśmy jako jedni z pierwszych. Udaliśmy się do szatni się przebraliśmy. Ja musiałam to zrobić w toalecie a pod drzwiami stał na warcie Marc. Gdy wszyscy w końcu byliśmy gotowi poszliśmy na murawę i podzieliliśmy się na składy. Ja byłam z Alexisem, Tello, Messim, Puyolem i Pique, ten drugi skład to byli : Marc, Alba, Xavi, Pedro, Alves i Valdes. Gdy mieliśmy już grać przyszedł jeszcze sędzia. Mecz się zaczął. Piłka była przejęta przez drużynę mojego brata a w stronę bramki biegł z nią właśnie Pedro. Pięknym ślizgiem odebrałam mu ją i strzeliłam gola samemu Valdesowi. Mecz się skończył wynikiem 5:4 dla mojej drużyny. Oczywiście nie odbyło się bez fauli. Niestety ja oberwałam od Alby ale to było niechcący. Noga mnie nie bolała ale gorzej było z ręką ponieważ lecąc na ziemie upadłam na nią. Na razie nic nikomu nie powiedziałam, nie ma takiej potrzeby. W końcu wróciliśmy do domu.
-Ty, młoda. Niezła jesteś. Jeszcze parę ćwiczonek ze swoim braciszkiem i będziesz może w jakimś tam stopniu mi dorównywać. - puściłam to mimo uszu. Poszłam do łazienki wykąpałam się, przebrałam i zeszłam do salonu.
-Jen, gramy w fife ? - spytała barcelońska 15.
-Spoko, możemy. - odpowiedziałam i przysiadłam się do niego na sofie. Po 10 minutach gry nadgarstek coraz bardziej mnie bolał. Nie uszło to uwadze mojego brata.
-Jennifer pokaż rękę. - poprosił mnie, tak też uczyniłam.
-Boże dziewczyno ty masz cały spuchnięty nadgarstek, jedziemy na prześwietlenie.
-Ale Marc ja nie chce. Mój kochany braciszku, najlepszy piłkarzu, najprzystojniejszy mężczyzno świata. Błagam ....
-Ojej, dziękuje. Hmmm. Pomyślmy, tak czy tak jedziemy do szpitala. - zrobiłam naburmuszona minę.
-Kłamałam. - powiedziałam, zabrałam torebkę i poszłam do auta.
* W szpitalu *
-Panno Jennifer, ma pani skręcony nadgarstek. Proszę aby pani go nie nadwyrężała. Panie Bartra proszę się zająć siostrą. A i tak za dwa tygodnie do kontroli. Wyszliśmy ze szpitala. Kierując się w stronę auta spytałam Marca.
-No to teraz na trening ?
-Ty chyba oszalałaś ! Do domu i będziesz odpoczywać.
-Nie ! Mark, proszę Cię. Będę grzecznie siedzieć na ławce.
-No dobra. Ale masz być ostrożna.
Dojechaliśmy po 10 minutach. Razem z bratem poszliśmy do szatni a tam panowało istne szaleństwo. Nad głową przeleciał mi korek Pique. Dałam radę tego uniknąć ale nie spodziewałam się następnego ruchu. Dostałam koszulką w twarz. Później się spostrzegłam że była to koszulka z nr 9.
-Hej słoneczko. Jak tam u Ciebie ? - spytał Alexis podchodząc i mnie przytulając. Od razu Marc odciągnął go i powiedział wszystkim o ręce. Podszedł do mnie Jordi i zaczął przepraszać, potem cala drużyna się ze mną przywitała i poszliśmy na murawę. Po paru godzinach znudziło mi się i wyszłam przed stadion. Usiadłam na krawężniku i czekałam na piłkarzy. W pewnej chwili podszedł do mnie jakiś koleś.
-Hej jestem Lucas. Miło mi się poznać. Co robisz tu sama ?
-Cześć, Jennifer. Czekam na brata, aż skończy trening. - powiedziałam. Lucas był całkiem przystojny i miły.
-Fajnie, a który to twój brat ? - spytał.
-Marc Bartra. Kojarzysz ?
-Nooo, pewnie. Moja siostra się w nim kocha. Wiesz co ja muszę już lecieć, może Cię odprowadzić ?
-Czemu nie. - Lucas wstał, uśmiechnął się i podał mi rękę. Chwyciłam ją i wstałam. Poszliśmy do willi Marca i stanęliśmy przed drzwiami.
-No to cześć. Dzięki za odprowadzenie. - powiedziałam. Już miałam wchodzić do domu gdy Lucas złapał mnie za rękę, obrócił i pocałował.
-Pa pa. - uśmiechnął się.
-Mój numer masz w torebce na karteczce. Weszłam do domu, położyłam na kanapie i wpatrywałam w sufit.
* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
-To jest jakiś dom wariatów... - powiedziałam ciągle chichocząc.
-Marc byłbyś taki łaskawy i zabrał stąd swoich przyjaciół, przyniósł mi koszulkę ? Chce się przebrać a przy was chyba nie założę czerwonych majtek.
-Ja nie wiem co ci zaraz zrobię ! Gdzie masz szafkę z bielizną ? - ciekawa co zrobi pokazałam mu ją. On natomiast wyjął całą szufladę, wyciągnął mi zwykłe szare majtki i powiedział :
-Po meczu szafka wróci do ciebie. Teraz się ubieraj, i już bez dyskusji ! - kolejna porcja śmiechu.
-A wy co tu jeszcze robicie ?! Zbierajcie swoje grube dupy i wyłaźcie z pokoju ! - teraz Marc skierował się do chłopaków. W tym domu nie ma opcji wytrzymać. Wreszcie Marc przyniósł mi bluzkę. Podziękowałam mu i się przebrałam w coś wygodniejszego. Na Camp Nou dotarliśmy jako jedni z pierwszych. Udaliśmy się do szatni się przebraliśmy. Ja musiałam to zrobić w toalecie a pod drzwiami stał na warcie Marc. Gdy wszyscy w końcu byliśmy gotowi poszliśmy na murawę i podzieliliśmy się na składy. Ja byłam z Alexisem, Tello, Messim, Puyolem i Pique, ten drugi skład to byli : Marc, Alba, Xavi, Pedro, Alves i Valdes. Gdy mieliśmy już grać przyszedł jeszcze sędzia. Mecz się zaczął. Piłka była przejęta przez drużynę mojego brata a w stronę bramki biegł z nią właśnie Pedro. Pięknym ślizgiem odebrałam mu ją i strzeliłam gola samemu Valdesowi. Mecz się skończył wynikiem 5:4 dla mojej drużyny. Oczywiście nie odbyło się bez fauli. Niestety ja oberwałam od Alby ale to było niechcący. Noga mnie nie bolała ale gorzej było z ręką ponieważ lecąc na ziemie upadłam na nią. Na razie nic nikomu nie powiedziałam, nie ma takiej potrzeby. W końcu wróciliśmy do domu.
-Ty, młoda. Niezła jesteś. Jeszcze parę ćwiczonek ze swoim braciszkiem i będziesz może w jakimś tam stopniu mi dorównywać. - puściłam to mimo uszu. Poszłam do łazienki wykąpałam się, przebrałam i zeszłam do salonu.
-Jen, gramy w fife ? - spytała barcelońska 15.
-Spoko, możemy. - odpowiedziałam i przysiadłam się do niego na sofie. Po 10 minutach gry nadgarstek coraz bardziej mnie bolał. Nie uszło to uwadze mojego brata.
-Jennifer pokaż rękę. - poprosił mnie, tak też uczyniłam.
-Boże dziewczyno ty masz cały spuchnięty nadgarstek, jedziemy na prześwietlenie.
-Ale Marc ja nie chce. Mój kochany braciszku, najlepszy piłkarzu, najprzystojniejszy mężczyzno świata. Błagam ....
-Ojej, dziękuje. Hmmm. Pomyślmy, tak czy tak jedziemy do szpitala. - zrobiłam naburmuszona minę.
-Kłamałam. - powiedziałam, zabrałam torebkę i poszłam do auta.
* W szpitalu *
-Panno Jennifer, ma pani skręcony nadgarstek. Proszę aby pani go nie nadwyrężała. Panie Bartra proszę się zająć siostrą. A i tak za dwa tygodnie do kontroli. Wyszliśmy ze szpitala. Kierując się w stronę auta spytałam Marca.
-No to teraz na trening ?
-Ty chyba oszalałaś ! Do domu i będziesz odpoczywać.
-Nie ! Mark, proszę Cię. Będę grzecznie siedzieć na ławce.
-No dobra. Ale masz być ostrożna.
Dojechaliśmy po 10 minutach. Razem z bratem poszliśmy do szatni a tam panowało istne szaleństwo. Nad głową przeleciał mi korek Pique. Dałam radę tego uniknąć ale nie spodziewałam się następnego ruchu. Dostałam koszulką w twarz. Później się spostrzegłam że była to koszulka z nr 9.
-Hej słoneczko. Jak tam u Ciebie ? - spytał Alexis podchodząc i mnie przytulając. Od razu Marc odciągnął go i powiedział wszystkim o ręce. Podszedł do mnie Jordi i zaczął przepraszać, potem cala drużyna się ze mną przywitała i poszliśmy na murawę. Po paru godzinach znudziło mi się i wyszłam przed stadion. Usiadłam na krawężniku i czekałam na piłkarzy. W pewnej chwili podszedł do mnie jakiś koleś.
-Hej jestem Lucas. Miło mi się poznać. Co robisz tu sama ?
-Cześć, Jennifer. Czekam na brata, aż skończy trening. - powiedziałam. Lucas był całkiem przystojny i miły.
-Fajnie, a który to twój brat ? - spytał.
-Marc Bartra. Kojarzysz ?
-Nooo, pewnie. Moja siostra się w nim kocha. Wiesz co ja muszę już lecieć, może Cię odprowadzić ?
-Czemu nie. - Lucas wstał, uśmiechnął się i podał mi rękę. Chwyciłam ją i wstałam. Poszliśmy do willi Marca i stanęliśmy przed drzwiami.
-No to cześć. Dzięki za odprowadzenie. - powiedziałam. Już miałam wchodzić do domu gdy Lucas złapał mnie za rękę, obrócił i pocałował.
-Pa pa. - uśmiechnął się.
-Mój numer masz w torebce na karteczce. Weszłam do domu, położyłam na kanapie i wpatrywałam w sufit.
* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
Lucas Mozota (21 lat) - mieszka w Barcelonie od urodzenia. Miły chłopak, pewny siebie. Nie ma dziewczyny, co może zmieni się już wkrótce.
