czwartek, 21 sierpnia 2014

Rozdział V

Rano obudziłam się na kanapie. Obok na ziemi leżał Marc. Ciekawe czemu tu leży. Pamiętam tylko że byłam na imprezie, a tam coś się wydarzyło... Już pamiętam! Oni chcieli.... chcieli mnie chyba zgwałcić. Dobra trzeba się ogarnąć. Poszłam do kuchni, zrobiłam dużo kanapek, chciałam obudzić brata ale na początku poszłam się wykąpać. Po chwili jedliśmy już razem, rodzinnie śniadanie. Marc na szczęście o nic nie pytał. Trener dał mu dzień wolnego. Poszliśmy razem do kina, pojechaliśmy na wycieczkę do miejscowości Reus. W bardzo miłej atmosferze spędziliśmy ten dzień. Następnego dnia wstałam ok. 10. Bartra już wyszedł na trening. Ja posprzątałam dom i oglądałam telewizje. Po jakimś czasie do domu wrócił braciszek. Poszedł się wykąpać i podszedł do mnie. Powiedział ze zamówił nam obiad. Gdy już przyjechał posiłek, usiedliśmy razem do stołu i zaczęliśmy jeść. 
-Jen. Posłuchaj. Musimy poważnie pogadać. Musisz mi wreszcie powiedzieć co się stało tamtej nocy i muszę Cię poinformować iż rozmawiasz przez sen. 
-Dobrze Marc. Porozmawiamy ale proszę Cię nie dzisiaj. Wczorajszy dzień był tak fajny i nie chce popsuć nastroju tym co mam Ci powiedzieć. - Bartra przystał na to i powiedział że idzie pobiegać. Przed wyjściem poprosił czy nie mogła bym wyjść z Niną na spacer. Wiec po jego 
wyjściu, przebrałam się i wzięłam klucze do mieszkania. Zapięłam psa na smycz i zamykałam dom.W tym momencie Nina mnie pociągnęła, a ja poleciałam za nią. 
-No, znowu wpadasz w me ramiona. - powiedział Alexis i uśmiechnął się w TEN sposób. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Gdy w końcu się otrząsnęłam, powiedziałam:
-Dziękuję że mnie złapałeś, ale teraz już puść. 
-Jak sobie życzysz... - Schylił się i tuż nad ziemią, po prostu puścił mnie. Upadłam tyłkiem na trawie
-SANCHEZ !!! Radzę Ci uciekać gdzie pieprz rośnie, bo inaczej będziesz się topił w basenie! - krzyknęłam.
-No chciałaś żebym cie puścił. Ja tylko spełniam twoje życzenia skarbie. - Gdy już pomógł mi wstać spytał czy może iść się ze mną przejść. Zgodziłam się ale pod warunkiem że nie będziemy wspominać o tamtym wieczorze. Alexis złapał mnie za rękę i poszliśmy. Chodziliśmy po parku gdy z oddali zawołał mnie jakiś głos. 
-Jennifer ! Poczekaj ! - zobaczyłam że to Lucas. Podbiegł do nas i gdy był już blisko, klepnął mnie w pupę. 
-Czemu nie poczekałaś na mnie kocie gdy Cie wołałem ? - zapytał z oburzoną miną. Poczułam jak Alexis cały się spina. 
-Wiesz co spier****j. - Odwróciłam się i szłam. Lucas złapał mnie za nadgarstek i mocno ścisnął, tak żebym się nie wyrwała. 
-Puszczaj ! To boli ! 
-Nie przesadzaj misiaczku. Do mnie się nie odwraca plecami. - pociągnął mnie do siebie i pocałował. Nachalnie wepchnął mi język do buzi. Chwilę później puścił mnie. Miał minę wykrzywioną z bólu. Zobaczyłam jak Alexis ściska go za rękę, którą mnie trzymał. Ściskał tak mocno aż mu pobielały kostki. 
-Wypier****j kut**ie. - powiedział przez zaciśnięte zęby Sanchez. Był strasznie wkurzony. Wtedy pięść jednego z chłopaków idealnie się wkomponowała w policzek drugiego.