-Hej śpiochu. Ale masz nabrzmiałe usta od całowania! Zjesz śniadanko? - brat pokazał mi język. Zaskoczona patrzyłam na niego w osłupieniu. Skąd on wiedział że się całowałam?! To faktycznie widać?
-Nie no nie wpadaj w panikę. Nie masz nic z ustami. Po prostu widziałem Was przez okno.
-Jak Cię dorwę, to Ci wybiję z głowy podglądanie młodszej siostry! - i ganialiśmy się po domu.
-Jen, jedziesz ze mną na trening? - zapytał Marc. W sumie mogła bym jechać... A może Marc zabrał by mnie do szatni i bym zobaczyła się z Alexisem...
-Spotkasz się z nim i będziesz mogła wejść do szatni. I tak powiedziałaś to na głos. - zaczął się śmiać.
Boże ale ze mnie kretynka. Jak mogłam tak powiedzieć przy bracie. Ale wstyd.
-No dobra to jadę. Ale masz się ze mnie nie śmiać i nikomu ani słowa że powiedziałam tamto na głos. Ile mam czasu?
-Szczerzę? 15 min. Mam nadzieje że zdążysz... Musisz. Żeby zobaczyć tą rozebraną, seksowną klatę Sancheza i jego ciałko. Hahahahaha. Dobra już przestaje. Leć się szykować. - w pokoju przebrałam się i zrobiłam makijaż.
-Zajęło Ci to 30 min ale trudno... Mamy jeszcze 2 godziny i 30 minut do treningu. Wychodzimy!
-Ale... Jak to 2,30 godziny?
-No tak to. Jedziemy bo nie zdążymy! Dzisiaj Adriano ma urodziny.
-A mamy jakiś prezent? Błagam powiedz ze masz? - zapytałam z nadzieją.
-Mam, mam. Spokojnie młoda, a teraz pakuj się do auta bo do cholery jasnej nie zdążymy!!!
-Okej. Okej. Nie drzyj japska braciszku.
* 20 minut później *
Stałam w kolejce do Adriano, żeby złożyć mu życzenia. Ktoś za mną stał, objął mnie w pasie, oparł głowę o moją głowę. Był to Alexis. Odwróciłam głowę, lekko uśmiechnęłam i dałam całusa na przywitanie.
-UWAGA! UWAGA! Adriano mówi! - darł się Alba.
-Czy oficjalnie mogę uznać datę moich urodzin jako datę Waszych przyszłych rocznic związku? - spytał głośno. Wszyscy obecni skierowali na nas wzrok. Oboje byliśmy czerwoni. Pierwszy głos zabrał Sanchez. Ja dalej nic nie mogłam z siebie wydusić.
-A więc jeśli pozwolicie najpierw spytam o zdanie moją Jen. - skierował wzrok na mnie i się zarumienił. Jaki to słodki widok... Alexis zawstydzony *.*
-Czy uczyniła byś mi ten zaszczyt i tu przy wszystkich zgromadzonych została moją dziewczyną? - stałam ciągle i nie wiedziałam co powiedzieć. Zamurowało mnie.
-Hallo. Jen. Tu ziemia. Posągi zatrudniają w muzeum a nie na stadionie. - żartował Xavi.
-Yyy... Tak, z miłą chęcią. (XD) - Głupek Adriano podleciał do wyszczerzonego Sancheza i zaczął z nim biegać na barana i skakać, krzyczeli że od dzisiaj to będzie ich "najszczęśliwsze święto". Po około godzinie rozpoczął się trening. Chłopaki ćwiczyli przed meczem z Celta de Vigo. Po skończonym treningu pojechaliśmy z Alexisem i Marciem do nas. Tam pograliśmy na konsoli. Wieczorem siedzieliśmy na sofie i oglądaliśmy "Uwolnić orkę". Wszyscy płakaliśmy jak małe dzieci. Ukradkiem oczywiście zrobiłam im zdjęcie. Takiej okazji bym nie przepuściła. Uzgodnili między sobą, że nikomu o tym nie powiedzą, ale mnie zapomnieli o to poprosić więc mnie ta obietnica nie obowiązuje. Nie wiem kiedy zasnęliśmy, ale gdy rano się obudziłam zobaczyłam ze leżę na Alexisie, na podłodze. Marc spał na kanapie. Ciekawe jak znaleźliśmy się na ziemi. Tak swoją drogą to Alexis jest bardzo wygodny. Leżałam tak na nim i nie mogłam się ruszyć. Przygwoździł mnie silnym uściskiem. Patrzyłam jak podczas snu się uśmiecha, albo zaciska żuchwę po czym ją rozluźnia. Mój facet jest piękny. Przystojny piłkarz. To jest jak spełnienie marzeń...
-Kocham twoje śliczne oczka. Ale jeśli będziesz mnie nimi tak obserwować, to nie będę mógł spać spokojnie! - Alexis powiedział to z zamkniętymi jeszcze oczami. Powoli zaczął się poruszać. Wziął mnie na ręce zaniósł do mojego pokoju. Leżeliśmy, rozmawialiśmy i żartowaliśmy. Po jakimś czasie poszłam do łazienki się umyć. Gdy wróciłam na łóżku leżał Sanchez ubrany tylko w spodnie. Obok leżały jajka po benedyktyńsku, ze
smażonym bekonem i tostami,polane sosem, oraz
szklanką soku pomarańczowego.
A to wszystko na tacy! Podeszłam do niego i go pocałowałam. Alexis pogłębił pocałunek, ciągnąc mnie na niego. W końcu oderwałam się od niego.-Ej! Czemu przestałaś?! - zapytał oburzony.
-Bo chcę zjeść pyszne śniadanko od mojego misia. - uśmiechnęłam się słodko.
-To zajadaj kochanie. Potem pojedziemy do mnie, ja się ogarnę i na wycieczkę lecimy. - klepnął mnie w pupę gdy się odwróciłam i odchodziłam od niego. Musze przyznać, posiłek był PYSZNY! Po półtora godzinie jechaliśmy do jego domu autem, śpiewając piosenki Shakiry (jeżeli nasze wykonanie można nazwać śpiewem). Gdy w końcu dojechaliśmy Alexis się wyszykował.
Byliśmy gotowi. Ja byłam ubrana w to a on w to. Wzięliśmy potrzebne rzeczy.
-No to jedziemy. - powiedział Alexis.
-To jedziemy. Wszystko masz?
-Mam Ciebie słoneczko. To moje wszystko. Kocham Cię.
-Mój romanytk. Ja ciebie też. - i ruszyliśmy na wycieczkę...










