piątek, 14 listopada 2014

Rozdział VII

Rano się obudziłam i zeszłam na śniadanie. 
-Hej śpiochu. Ale masz nabrzmiałe usta od całowania! Zjesz śniadanko? - brat pokazał mi język. Zaskoczona patrzyłam na niego w osłupieniu. Skąd on wiedział że się całowałam?! To faktycznie widać?
-Nie no nie wpadaj w panikę. Nie masz nic z ustami. Po prostu widziałem Was przez okno.
-Jak Cię dorwę, to Ci wybiję z głowy podglądanie młodszej siostry! - i ganialiśmy się po domu. 
-Jen, jedziesz ze mną na trening? - zapytał Marc. W sumie mogła bym jechać... A może Marc zabrał by mnie do szatni i bym zobaczyła się z Alexisem... 
-Spotkasz się z nim i będziesz mogła wejść do szatni. I tak powiedziałaś to na głos. - zaczął się śmiać.
Boże ale ze mnie kretynka. 
Jak mogłam tak powiedzieć przy bracie. Ale wstyd. 
-No dobra to jadę. Ale masz się ze mnie nie śmiać i nikomu ani słowa że powiedziałam tamto na głos. Ile mam czasu?
-Szczerzę? 15 min. Mam nadzieje że zdążysz... Musisz. Żeby zobaczyć tą rozebraną, seksowną klatę Sancheza i jego ciałko. Hahahahaha. Dobra już przestaje. Leć się szykować. - w pokoju przebrałam się i zrobiłam makijaż.
-Zajęło Ci to 30 min ale trudno... Mamy jeszcze 2 godziny i 30 minut do treningu. Wychodzimy!
-Ale... Jak to 2,30 godziny? 
-No tak to. Jedziemy bo nie zdążymy! Dzisiaj Adriano ma urodziny.
-A mamy jakiś prezent? Błagam powiedz ze masz? - zapytałam z nadzieją.
-Mam, mam. Spokojnie młoda, a teraz pakuj się do auta bo do cholery jasnej nie zdążymy!!!
-Okej. Okej. Nie drzyj japska braciszku.

* 20 minut później *

Stałam w kolejce do Adriano, żeby złożyć mu życzenia. Ktoś za mną stał, objął mnie w pasie, oparł głowę o moją głowę. Był to Alexis. Odwróciłam głowę, lekko uśmiechnęłam i dałam całusa na przywitanie.
-UWAGA! UWAGA! Adriano mówi! - darł się Alba.
-Czy oficjalnie mogę uznać datę moich urodzin jako datę Waszych przyszłych rocznic związku? - spytał głośno. Wszyscy obecni skierowali na nas wzrok. Oboje byliśmy czerwoni. Pierwszy głos zabrał Sanchez. Ja dalej nic nie mogłam z siebie wydusić.
-A więc jeśli pozwolicie najpierw spytam o zdanie moją Jen. - skierował wzrok na mnie i się zarumienił. Jaki to słodki widok... Alexis zawstydzony *.* 
-Czy uczyniła byś mi ten zaszczyt i tu przy wszystkich zgromadzonych została moją dziewczyną? - stałam ciągle i nie wiedziałam co powiedzieć. Zamurowało mnie.
-Hallo. Jen. Tu ziemia. Posągi zatrudniają w muzeum a nie na stadionie. - żartował Xavi.
-Yyy... Tak, z miłą chęcią. (XD) - Głupek Adriano podleciał do wyszczerzonego Sancheza i zaczął z nim biegać na barana i skakać, krzyczeli że od dzisiaj to będzie ich "najszczęśliwsze święto". Po około godzinie rozpoczął się trening. Chłopaki ćwiczyli przed meczem z Celta de Vigo. Po skończonym treningu pojechaliśmy z Alexisem i Marciem do nas. Tam pograliśmy na konsoli. Wieczorem siedzieliśmy na sofie i oglądaliśmy "Uwolnić orkę". Wszyscy płakaliśmy jak małe dzieci. Ukradkiem oczywiście zrobiłam im zdjęcie. Takiej okazji bym nie przepuściła. Uzgodnili między sobą, że nikomu o tym nie powiedzą, ale mnie zapomnieli o to poprosić więc mnie ta obietnica nie obowiązuje. Nie wiem kiedy zasnęliśmy, ale gdy rano się obudziłam zobaczyłam ze leżę na Alexisie, na podłodze. Marc spał na kanapie. Ciekawe jak znaleźliśmy się na ziemi. Tak swoją drogą to Alexis jest bardzo wygodny. Leżałam tak na nim i nie mogłam się ruszyć. Przygwoździł mnie silnym uściskiem. Patrzyłam jak podczas snu się uśmiecha, albo zaciska żuchwę po czym ją rozluźnia. Mój facet jest piękny. Przystojny piłkarz. To jest jak spełnienie marzeń...

-Kocham twoje śliczne oczka. Ale jeśli będziesz mnie nimi tak obserwować, to nie będę mógł spać spokojnie! - Alexis powiedział to z zamkniętymi jeszcze oczami. Powoli zaczął się poruszać. Wziął mnie na ręce zaniósł do mojego pokoju. Leżeliśmy, rozmawialiśmy i żartowaliśmy. Po jakimś czasie poszłam do łazienki się umyć. Gdy wróciłam na łóżku leżał Sanchez ubrany tylko w spodnie. Obok leżały jajka po benedyktyńsku, ze 
smażonym bekonem i tostami,
polane sosem, oraz 
szklanką soku pomarańczowego.
A to wszystko na tacy! Podeszłam do niego i go pocałowałam. Alexis pogłębił pocałunek, ciągnąc mnie na niego. W końcu oderwałam się od niego.
-Ej! Czemu przestałaś?! - zapytał oburzony. 
-Bo chcę zjeść pyszne śniadanko od mojego misia. - uśmiechnęłam się słodko.
-To zajadaj kochanie. Potem pojedziemy do mnie, ja się ogarnę i na wycieczkę lecimy. - klepnął mnie w pupę gdy się odwróciłam i odchodziłam od niego. Musze przyznać, posiłek był PYSZNY! Po półtora godzinie jechaliśmy do jego  domu autem, śpiewając piosenki Shakiry (jeżeli nasze wykonanie można nazwać śpiewem). Gdy w końcu dojechaliśmy Alexis się wyszykował. 
Byliśmy gotowi. Ja byłam ubrana w to a on w to. Wzięliśmy potrzebne rzeczy.
-No to jedziemy. - powiedział Alexis.
-To jedziemy. Wszystko masz?
-Mam Ciebie słoneczko. To moje wszystko.      Kocham Cię.
-Mój romanytk. Ja ciebie też. - i ruszyliśmy na wycieczkę...

czwartek, 25 września 2014

Rozdział VI

Lucas uderzył pięścią Alexisa. Ten zatoczył się do tyłu a Lucas znowu skierował uwagę na mnie. Sanchez nie poddaje się więc z elementem zaskoczenia zaatakował Lucasa. On nie spodziewając się niczego przewrócił się upadając na mnie od siły uderzenia Alexisa. Mój przyjaciel odciągnął mnie na bok i powrócił do podnoszącego się przeciwnika. Obaj zaczęli się bić. To było straszne. Ci dwaj mieli równe szanse. Natychmiast zaczepiłam grupkę chłopaków żeby pomogli mi ich rozdzielić. Nie mogłam zadzwonić na policję ponieważ by się to rozniosło po całym świecie. Gdy zostali rozdzieleni podeszłam do Alexisa. Miał rozcięty łuk brwiowy i wargę z których leciały stróżki krwi. Poprosiłam chłopaków by gdzieś zabrali Lucasa, który dalej się szarpał. Sanchez również chciał kontynuować walkę ale nie szarpał się tak bardzo. Widząc go powiedziałam: 
-Alexis proszę Cię, uspokój się już. Błagam! Zostaw go. Nie jest tego wart. - on skinął głową w geście zgody. Został puszczony przez chłopaków. Grupka zabrała Lucasa i razem odeszli. Sanchez patrzył na mnie przez chwilę po czym kciukiem otarł łzę z mojego policzka. Nawet nie zauważyłam kiedy zaczęły one lecieć. Następnie przytulił mnie do siebie, a ja się rozpłakałam na dobre. Gdy już się uspokoiłam wzięłam go za rękę i poszliśmy do domu Marca (teraz i mojego). Tam przemyłam mu twarz i opatrzyłam rany. W pewnym momencie Alexis strasznie spoważniał. Zacisnął usta w zdenerwowaniu. Delikatnie podniósł moją dłoń i pokazał sinika w miejscu gdzie trzymał mnie Lucas. 
-Masz tu ślad po tym... idiocie. Boli Cie?
-Nie - odpowiedziałam i się uśmiechnęłam. Alexis lekko ścisnął to miejsce a mój uśmiech przemienił się w grymas bólu.
-Wcale Cię nie boli. Wcale a wcale. - powiedział z sarkazmem. Ciągle patrząc mi w oczy podniósł moją rękę wyżej i pocałował ją tam gdzie mnie bolało. 
-Przepraszam że musisz mnie teraz opatrywać. Ale nie przeproszę za to że się z nim biłem. Jest kompletnym głupkiem jeśli nie traktuje Ciebie jak księżniczkę. Zasługujesz na to. - w tym momencie zrozumiałam że zależy mi na Alexisie. Znałam go od małego. Jak byliśmy mali pojechałam z Marciem na obóz i tam poznaliśmy Sancheza. Zawsze stał w mojej obronie. Na przykład gdy jakaś dziewczynka przezywała mnie to on szedł i na nią krzyczał (XD). Przez kolejne dwa lata na wakacjach spotykaliśmy się wszyscy razem ale potem mój kontakt się urwał z nim bo nie chciałam już jeździć na obozy dla chłopaków. Marc nadal spotykał się z nim gdy Alexis się tu przeprowadził, więc czasem podczas odwiedzin brata spotykałam go. A od paru dni czuję że coraz bardziej się do siebie zbliżamy... Alexis delikatnie przybliżał się do mnie. Gdy był na tyle blisko że czułam jego oddech na policzkach zatrzymał się i popatrzył na mnie niepewnie. Patrzyłam na niego jak zahipnotyzowana. Przyłapałam się że właśnie patrze na jego usta. Poniosłam wzrok i spojrzałam w jego piękne oczy. On uznał to za pozwolenie i delikatnie musnął moje usta swoimi. To było jak dotknięcie płatka róży. Jak by się bał że się rozsypie na kawałeczki. Zrobił to tak delikatnie. Cudownie było poczuć jego miękkie usta. Powoli się odsunął.
-Jen nie wiem czy też tak uważasz ale dla mnie było to magiczne. Od dawna marzyłem żeby to zrobić. Chciałem Ci powiedzieć że się w Tobie zakochałem i nie mogę przestać o Tobie myśleć. Jesteś jak narkotyk. Zaprzątasz mi głowę dzień i noc. Jesteś moim utrapieniem. Jesteś i nie chcesz wyjść mojej głowy. Ale uwielbiam to. Powiedz jeśli Ci się nie podobało a postaram się nigdy już tak nie zrobić ale niczego nie obiecuje. Nie mam aż tak silnej woli. - gdy powiedział to
 schylił głowę i zagryzł wargę. 
Położyłam dłoń na jego dłoni
po czym pocałowałam go. 


* Oczami Marca *

-WRÓCIŁEM !!!!! - krzyknąłem ale nikt mi nie odpowiedział. Przeszedłem po domu i zobaczyłem że drzwi od łazienki są otwarte i słyszę jakieś głosy. Po cichu podszedłem tam i zobaczyłem jak Alexis się całuje z moją siostrą! I na dodatek trzymają się za ręce! Kurde co jest grane? Ci nawet mnie nie zauważyli jak oparłem się o framugę drzwi, więc postanowiłem zwrócić ich uwagę. 
-WRÓCIŁEM !!!!!!!!!!!!!!!!! - ponownie krzyknąłem tylko że trochę głośniej. Od razu odskoczyli od siebie i z hukiem wpadli do wanny. Nie mogło być lepiej bo bonusem była woda którą przez przypadek ktoś odkręcił i się na nich polała z prysznica. Wyglądali jak przerażone, przestraszone i mokre kurczaki.

* Oczami Jennifer *

Jestem cała mokra. Zabije kiedyś tego chłopaka za te numery. Miałam iść się przebrać a Alexis powiedział że mam się ubrać luźno bo ma jakiś pomysł i idziemy do niego. Ubrałam się i wysuszyłam włosy. Gdy zeszłam Alexis miał na sobie ubrania Marca. Spacerkiem doszliśmy do jego domu. Wypiliśmy ciepłą herbatę, oglądaliśmy film a ja czekałam na jego pomysł.
-Alexis co z twoim planem? - spytałam.
-Mój boże! Zapomniałem! Oprócz pocałowania Ciebie chciałem zawsze chciałem coś jeszcze zrobić i teraz to zrobimy. Wziął mnie za rękę i poszliśmy na piętro. Weszliśmy do jakiegoś pokoju a na podłodze leżało duże białe coś. 
-No to zaczynamy zabawę. - Sanchez zaczął się śmiać, zawiązał mi krawat który wcześniej wziął z sypialni, złapał za nadgarstki i wsadził moje ręce w jakąś ciecz. Potem podniósł mnie i przeszedł przez pokój. Postawił na ziemi, pociągnął ze sobą na dół i położył moje ręce na podłodze. Ściągnął mi krawat i wtedy zobaczyłam że odcisnęłam swoje ręce na białym płótnie. Obok leżały puszki z farbami. Alexis zamoczył ręce w czerwonej farbie podszedł do mnie i przyłożył kolorowe ręce do mojego brzucha robiąc tym samym dwa czerwone odciski jego rąk na moim ubraniu. Przez kolejne 2 godziny robiliśmy kolorowe ślady na płótnie. Ciągle się wygłupialiśmy. W końcu stanęliśmy i podziwialiśmy nasze dzieło.
-No to skończyliśmy księżniczko. 

- i kolorowym palcem dotknął mojego nosa zostawiając
tam ślad. Ja podeszłam do niego i pocałowałam go w usta, przy czym nie pozostałam mu dłużna i również kolorowymi rękami, dotknęłam jego koszulkę i policzki zostawiając tam kolorowe plamy.
Zmyliśmy z siebie farbę i do wieczora oglądaliśmy telewizje. Około 2 w nocy Alexis odwiózł mnie do domu i odprowadził pod same drzwi przy okazji skradając całusa na dobranoc. Pożegnaliśmy się a on poczekał aż wejdę bezpiecznie do domu i dopiero wtedy odjechał. Całą noc rozmyślałam nad tym dniem. Czy Alexis zmieni coś w moim życiu i czy będą to dobre zmiany? Okaże się. 

czwartek, 21 sierpnia 2014

Rozdział V

Rano obudziłam się na kanapie. Obok na ziemi leżał Marc. Ciekawe czemu tu leży. Pamiętam tylko że byłam na imprezie, a tam coś się wydarzyło... Już pamiętam! Oni chcieli.... chcieli mnie chyba zgwałcić. Dobra trzeba się ogarnąć. Poszłam do kuchni, zrobiłam dużo kanapek, chciałam obudzić brata ale na początku poszłam się wykąpać. Po chwili jedliśmy już razem, rodzinnie śniadanie. Marc na szczęście o nic nie pytał. Trener dał mu dzień wolnego. Poszliśmy razem do kina, pojechaliśmy na wycieczkę do miejscowości Reus. W bardzo miłej atmosferze spędziliśmy ten dzień. Następnego dnia wstałam ok. 10. Bartra już wyszedł na trening. Ja posprzątałam dom i oglądałam telewizje. Po jakimś czasie do domu wrócił braciszek. Poszedł się wykąpać i podszedł do mnie. Powiedział ze zamówił nam obiad. Gdy już przyjechał posiłek, usiedliśmy razem do stołu i zaczęliśmy jeść. 
-Jen. Posłuchaj. Musimy poważnie pogadać. Musisz mi wreszcie powiedzieć co się stało tamtej nocy i muszę Cię poinformować iż rozmawiasz przez sen. 
-Dobrze Marc. Porozmawiamy ale proszę Cię nie dzisiaj. Wczorajszy dzień był tak fajny i nie chce popsuć nastroju tym co mam Ci powiedzieć. - Bartra przystał na to i powiedział że idzie pobiegać. Przed wyjściem poprosił czy nie mogła bym wyjść z Niną na spacer. Wiec po jego 
wyjściu, przebrałam się i wzięłam klucze do mieszkania. Zapięłam psa na smycz i zamykałam dom.W tym momencie Nina mnie pociągnęła, a ja poleciałam za nią. 
-No, znowu wpadasz w me ramiona. - powiedział Alexis i uśmiechnął się w TEN sposób. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Gdy w końcu się otrząsnęłam, powiedziałam:
-Dziękuję że mnie złapałeś, ale teraz już puść. 
-Jak sobie życzysz... - Schylił się i tuż nad ziemią, po prostu puścił mnie. Upadłam tyłkiem na trawie
-SANCHEZ !!! Radzę Ci uciekać gdzie pieprz rośnie, bo inaczej będziesz się topił w basenie! - krzyknęłam.
-No chciałaś żebym cie puścił. Ja tylko spełniam twoje życzenia skarbie. - Gdy już pomógł mi wstać spytał czy może iść się ze mną przejść. Zgodziłam się ale pod warunkiem że nie będziemy wspominać o tamtym wieczorze. Alexis złapał mnie za rękę i poszliśmy. Chodziliśmy po parku gdy z oddali zawołał mnie jakiś głos. 
-Jennifer ! Poczekaj ! - zobaczyłam że to Lucas. Podbiegł do nas i gdy był już blisko, klepnął mnie w pupę. 
-Czemu nie poczekałaś na mnie kocie gdy Cie wołałem ? - zapytał z oburzoną miną. Poczułam jak Alexis cały się spina. 
-Wiesz co spier****j. - Odwróciłam się i szłam. Lucas złapał mnie za nadgarstek i mocno ścisnął, tak żebym się nie wyrwała. 
-Puszczaj ! To boli ! 
-Nie przesadzaj misiaczku. Do mnie się nie odwraca plecami. - pociągnął mnie do siebie i pocałował. Nachalnie wepchnął mi język do buzi. Chwilę później puścił mnie. Miał minę wykrzywioną z bólu. Zobaczyłam jak Alexis ściska go za rękę, którą mnie trzymał. Ściskał tak mocno aż mu pobielały kostki. 
-Wypier****j kut**ie. - powiedział przez zaciśnięte zęby Sanchez. Był strasznie wkurzony. Wtedy pięść jednego z chłopaków idealnie się wkomponowała w policzek drugiego.

niedziela, 29 czerwca 2014

Rozdział IV

Obudziłam się rano a Marca już nie było przy mnie. Powoli wstałam, podeszłam do lustra i zobaczyłam skutki wczorajszego płaczu. Miałam zaczerwienione i podpuchnięte oczy. Nałożyłam podomkę i zeszłam na dół.
-O myślę że częściej będę rano tutaj przychodził. - z chytrym uśmieszkiem powiedział Cristian, którego dopiero teraz zobaczyłam.
-Tello zamknij się i zrób mi miejsce. Głowa mi pęka. - rzuciłam się na sofę a głowę położyłam na jego kolana.
-Co młoda za dużo wypiłaś ? - zaczął się śmiać. 
-Nie interesuj się ośle. - pstryknęłam go w nos i się uśmiechnęłam. Po chwili wszedł mój brat z tabletką na ból głowy i wodą do popicia.
-Bartra ... jesteś najlepszy. - powiedziałam i wzięłam proszki przeciw bólowe. 
-Ja idę się przejść, dotlenić mózg. 
-W tym stroju ?! - zapytał zdenerwowany Marc.
-O kurde. Zapomniałam. 
-Ej, a mogę iść z tobą ? - zapytał Cristian.
-Mówiłam że idę dotlenić mózg a ty go nie masz kochanie. - kolejny raz się uśmiechnęłam do niego i skierowałam się do pokoju. Przebrałam się i pomalowałam. Szłam tak aż doszłam do parku, usiadłam na ławce i wyciągnęłam papierosa. Siedziałam tam i myślałam nad moim snem. Gdy mam jakieś duże problemy to czasem lubię sobie zapalić, ale nie jestem nałogowcem. Rozmyślając zamknęłam oczy i poczułam że ktoś wyciąga mi fajkę z ust. Otworzyłam oczy i zobaczyłam że Lucas zaciąga się nią.
-Oddawaj ! Znajdź sobie swojego. - powiedziałam lekko zdenerwowana i zmierzyłam go wzrokiem.
-Spokojnie tygrysie. Tylko nie drap. - po czym oddał mi papierosa. Nic nie mówiłam więc on postanowił mnie zagadnąć.
-Chcesz pogadać ? - kiwnęłam przecząco głową.
-To w takim razie zabieram Cię dzisiaj na imprezę do kumpla. Rozerwiesz się trochę. A no i nie chce słyszeć odpowiedzi nie. 
-W sumie nie mam nic innego do roboty. - pomyślałam że mogę się przejść i się trochę pobawić.
-Będę po ciebie o siódmej. Ja już muszę lecieć. Ubierz się sexownie. Papa tygrysku. - jak odchodził posłał mi całusa. Mnie od jego słów aż wmurowało. Dokończyłam palić i wróciłam do domu. Pogadałam chwilę z bratem, poszłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko, po chwili zasnęłam. Obudziła mnie poduszka którą ktoś mnie uderzył. 
-Śpiochu wstawaj ! O ile dobrze słyszałem na 19 masz randkę a jest już 17. Tobie szykowanie się w trochę zajmie. Więc rusz ten leniwy tyłek i wstawaj !
-Kocham Cię braciszku ale przysięgam ze zaraz Cię zabije! - i takim sposobem się rozbudziłam. Zaczęłam się szykować. W pierwszej kolejności poszłam się umyć, pomalowałam się. Usłyszałam dzwonek do drzwi i wtedy dopiero spojrzałam na zegarek była równo dziewiętnasta. 
-Maaaarc ! Otwórz proszę ! Ja zaraz schodzę ! Ubrałam się szybko, wzięłam torebkę, przeglądnęłam się w lustrze i wyszłam. Schodząc po schodach usłyszałam jak Bartra gada z Lucasem. 
-Posłuchaj mnie... Jak jej się coś stanie masz chłopie przejebane. Dzisiaj jest twoim oczkiem w głowie i masz jej pilnować. Zrozumiano ? - wtedy postanowiłam zejść. 
-No już jestem. Przepraszam za spóźnienie. - obydwoje popatrzyli na mnie z wielkim podziwem. Zakręciłam się wokół własnej osi prezentując im mój strój
-No wyglądasz uroczo. - przeszłam obok nich a Lucas podążył za mną.
-I masz boski tyłeczek w tych spodniach. - po usłyszeniu tych słów obróciłąm się i spojrzałam na reakcje mojego brata. Najpierw otworzył usta ze zdumienia a potem zrobił się czerwony ze wściekłości. Przestraszona że zaraz coś zrobi wypchnęłam mojego towarzysza jak najszybciej za drzwi. Przed domem zobaczyłam piękne, czarne  BMW i8. Po 10 minutach jazdy dotarliśmy pod dom z którego słychać było dźwięki muzyki. 
-Nie bój się. - Lucas złapał mnie za kolano.
-Jesteś cała spięta. Kobieto to tylko imprezka, masz się dobrze bawić. - uśmiechnął się zachęcająco po czym wyszedł z auta, obszedł je, otworzył mi drzwi i pomógł wysiąść. W drodze do drzwi złapał mnie za rękę. Otworzył nam nieźle już nawalony typ. Przedstawił się jako Enrique. Wypiłam parę drinków, trochę potańczyłam i pogadałam z niektórymi osobami.

(2h później)
Zmęczona zabawą chciałam chwilę odsapnąć. Wyszłam na ganek. Po chwili doszli do mnie wcześniej poznani Marcelo i Ricardo.
-Siema Jen. Zapalisz? - Ricardo poczęstował mnie papierosem. 
-Nie dziękuje. Nie mam ochoty. - odmówiłam mu i dalej stałam. 
-Niezła z ciebie laseczka. - powiedział Marcelo po czym wydmuchał mi dym prosto w twarz. Zniesmaczona chciałam odejść jednak oni nie pozwolili mi na to.
-Gdzie się wybierasz. Pogadaj jeszcze z nami. O mam pomysł pobawimy się. Kto pierwszy złapie Jen ten będzie mógł pierwszy ją przelecieć. Ric zgadzasz się ?- on pokiwał głową. Oby dwoje zaczęli się zbliżać do mnie. Marcelo złapał mnie i przerzucił sobie przez ramie. Krzyczałam żeby mnie puścił ale na marne. Weszliśmy do domu ale była za głośna muzyka żeby ktoś mnie usłyszał. A jak już ktoś nas widział to myślał że się świetnie bawimy. Weszliśmy na górę po schodach i zostałam rzucona na łóżko w pierwszym lepszym, wolnym pokoju. Mężczyźni ściągnęli swoje koszulki i przywiązali mi jedną rękę do łóżka. Łzy leciały mi po policzkach. Bałam się że skończy się to tak jak kiedyś. Oni przybliżali się do mnie. Marcelo zaczął mnie całować zaczynając od szyi a Ricardo chciał mi rozpiąć spodnie. Kręciłam się i wyrywałam niestety nie mogłam poruszać rękoma. Jedna była przywiązana a druga przetrzymywana przez kogoś. Gdy nadarzyła się okazja podczas pocałunku ugryzłam Marcelo w dolną wargę tak mocno aż poczułam smak krwi. On z bólu jękną i wyszedł do łazienki. Drugi zadał mi cios w policzek i kazał się zachowywać. Z całej siły kopnęłam go w krocze. On także zawył z bólu i upadł na ziemie. Szybko rozwiązałam sobie rękę i uciekłam z pomieszczenia. Wybiegłam na ulicę. Biegłam i płakałam. Łzy przesłaniały mi drogę. Wpadłam na kogoś ale nie zatrzymało mnie to, biegłam dalej. Poczułam że ktoś łapie mnie za nadgarstek i mocno ciągnie. Wleciałam na tego kogoś. Okazało się że był to Alexis. Wtuliłam się w jego klatkę i płakałam. On usiadł ze mną na ziemi i kołysał się próbując mnie uspokoić. 

*Oczami Alexisa* 

Szedłem sobie ulicą aż zobaczyłem biegnącą postać. Okazało się że jest to Jennifer. Złapałem ją na nadgarstek aż na mnie wpadła. Nie zdążyłem się przywitać a ona przytulała się do mnie mocno i płakała. Wiedziałem że coś się poważnego stało. Cała się trzęsła. Usiadłem z nią na ziemi i kołysałem nami żeby się uspokoiła. Ona nadal trzymała się mnie kurczowo i nie chciała puścić. Nałożyłem na nią moją bluzę i dalej czekałem aż się uspokoi. Po chwili jej oddech się uspokoił a klatka piersiowa nie unosiła się tak szybko. Zasnęła w moich ramionach na ziemi. Podniosłem ją i szedłem do domu Bartry. Po drodze zastanawiałem się co się stało. Dotarliśmy do jej domu i zapukałem do drzwi. Otworzył nam zaspany Marc. Jak tylko zobaczył jego siostrę leżącą w moich ramionach natychmiastowo się rozbudził i wpuścił nas do środka. Położyłem ją na kanapie. I podszedłem do Marca. On stał ze łzami w oczach i przyglądał się Jennifer.
-Zasnęła mi na rękach gdy złapałem ją na ulicy jak biegła. Strasznie płakała i nie wiedziałem o co chodzi. - Bartra był strasznie zdenerwowany. Widziałem że strasznie kocha swoją siostrę. Nie chciałem im przeszkadzać. Idąc do drzwi powiedziałem że jutro wpadnę sprawdzić co z Jen. W odpowiedzi usłyszałem dziękuje. Było to powiedziane z wielkim bólem. 

* Oczami Marca * 
Stałem tak i patrzyłem na 
moja małą siostrzyczkę. Spała tak spokojnie. Jedynym śladem tego że płakała był jej rozmazany makijaż. Czemu ciągle jej musi przydarzać się coś złego? Miałem łzy w oczach gdy ją teraz widziałem. Nie dość że ojciec ją bił, była sprawa z tym snem, i teraz jeszcze to ... Jutro muszę się dowiedzieć co się stało. Potem rozliczę się z tymi wszystkimi co tak skrzywdzili Jen.  



piątek, 2 maja 2014

Rozdział III

Usłyszałam klucze w zamku i drzwi się otworzyły. Do domu wszedł Marc z Cristianem, Alexisem i Pique. 
-Gdzie jest do cholery ta dziewczyna ! - krzyczał mój brat.
-Tu jestem lamo. - odpowiedziałam. We czwórkę weszli do salonu. Marc miał wściekłą minę, ale jak mnie zobaczył ujrzałam w jego oczach ulgę. 
-Jen, radze Ci uciekać. - powiedział Gerard. Od razu zerwałam się z kanapy i puściłam pędem do kuchni. Wszyscy mnie gonili. Gdy tak biegłam nie zauważyłam że na kogoś wpadam. Zostałam przerzucona przez ramie. Był to Tello, potem położył mnie na podłogę i zawołał:
-Chłopaki ! Mam ją ! - natychmiast wszyscy się zbiegli.
-To teraz twoja kara. - te słowa skierował już do mnie. Piłkarze złapali mnie ze szczególną ostrożnością na rękę. Ten który mnie złapał, siadł na mnie okrakiem i zaczął łaskotać.
-Aaaa. Przestańcie ! - darłam się wniebogłosy, niestety to nic nie dało.
-Zrobię wszystko co będziecie chcieli .... Ale przestańcie już ! - gdy to powiedziałam, momentalnie przestali.
-Zaraz zastanowimy się jak to wykorzystać, a teraz opowiadaj gdzie byłaś. - powiedział Pique. 
-Poznałam takiego jednego chłopaka. A że mi się nudziło to miałam iść do domu, wiec on mnie odprowadził. 
-To wszystko? Żadnych pikantnych szczegółów? - spytał Gerard, za co dostał po głowie od Marca. 
-Ej no, a to za co ?! - spytał.
-Tak dla zasady ... - odpowiedział mu Bartra, po czym kontynuował:
-Niech ci będzie Jen, ale masz mi powiedzieć gdzie mieszka, jak się nazywa, ile ma lat, wszystkie dane osobowe. A no i masz mi mówić kiedy i gdzie się z nim spotykasz. - szczęka mi opadła. Mój braciszek był zazdrosny i nadopiekuńczy. 
-Marc nie przesadzaj... Powiem Ci jak będę miała ochotę. A teraz powiedzcie mi co robimy, dłużej nie będę się tu sama nudzić. - zaruszałam brwiami znacząco i popatrzyłam na każdego z nich po kolei. 
-My młoda idziemy do Leo na Fife, jak chcesz to chodź z nami, poznasz Anto i Thiago. 
-No dobra jadę.- powiedziałam.

* W samochodzie *

-Chłopaki.
-No? 
-Ta Antonella to nie żadna snobka ani lalunia no nie ? Bo jak tak to jej przywalę....

* Po powrocie do domu * 

-Umówiłam się juto z Anto na kawę, więc nie jade na twój trening Marc. - Brat przytaknął głową i poszedł do swojego pokoju. Kto by pomyślał że Fifa tak męczy. Ale nie ważne. Poznałam dzisiaj mega fajną WAGs, mam nadzieje że uda mi się utrzymać z nią dobre relacje. Tak rozmyślałam aż zasnęłam. 

* W nocy *

-Ej ! Mała ! Co jest ?! Wstawaj ! Obudź się ! - czuję że ktoś mną trzęsie , ktoś mnie szarpie. Pewnie to on ! Chce się wyrwać. Znowu przyszedł. Kolejny raz chce mi coś zrobić. 
- Kurwa Jenifer ! Wstawaj do cholery ! - natychmiast otwieram oczy. Jestem cała spocona i zapłakana. Marc trzyma mnie za ramiona i patrzy przerażony. Nagle przypomina mi się 
mój sen i wybucham płaczem. Bartra wskakuje na łóżko i przytula mnie mocno.
-Już. Ciii. Maleńka. Nie płacz. - wtulam się w ramiona mojego braciszka. Jak dobrze go mieć przy sobie.
-Marc,nie pozwól żeby on mnie znalazł. Błagam nie daj mu zrobić mi krzywdy. 
-Boże Jen. O czym ty mówisz ? Kto Ci ma coś zrobić ?-wypytuje Marc.
-Nie ważne, może jutro Ci powiem. 
-Dobrze. To teraz śpij spokojnie. - powiedział i ucałował mnie w czoło. Skierował się w stronę drzwi i powoli wychodził.
-Braciszku zostaniesz ze mną ? - spytałam błagalnie.
-Już myślałem że nie spytasz. Oczywiście że z Tobą zostanę. - ponownie podszedł do mojego łóżka i się położył. Czułam się jak bym była mała, kiedy przychodziłam do Marca w nocy i z nim spałam gdy się bałam. 
-Przepraszam że Cię obudziłam. - powiedziałam już lekko śpiąca.
-Nie ma sprawy. Śpij dobrze. Kocham Cię siostrzyczko. 


* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *


W końcu coś dodałam. Sorry za tak długą przerwę :*

piątek, 17 stycznia 2014

Rozdział II

Stał tam Cristian Tello. Nie wiedziałam co zrobić. 
Patrzyłam tak na niego jeszcze przez chwile, a on zaczął się śmiać z mojej miny. 
-Ja, ja .... nie mogę uwierzyć, ze stoi tu przede mną jeden z najlepszych piłkarzy Barcy ... 
-A ja to co ? - powiedział z udawanym oburzeniem Marc.
-Oj ty tez braciszku. - słodko się do niego uśmiechnęłam.
-Dobra, dobra nie słodź i tak mam focha na ciebie. A teraz mów skąd umiesz grać w fife ? 
-Grałam z koleżanką. - popatrzył na mnie ze śmiechem w oczach. 
-Może nam jeszcze powiesz że grasz w piłkę w realu ?- powiedział Tello. 
-Właściwie to tak. Lubie czasem pograć. Z kolegami z Madrytu grałam i coś tam umiem. - powiedziałam obojętnie, ale nie wiedziałam ze to będzie miało wgląd na następne wydarzenia. 
-Mam pomysł ! - uśmiechnął się Marc.
-Cristian co powiesz na mały meczyk z moją siostrą ? - dokończył.
-Z miłą chęcią. - odpowiedział. 
-No to mała, zdecydowane. Jedziemy na Camp Nou. Zbieraj się. Zdezorientowana powiedziałam do brata:
- Chłopaki to jest CAMP NOU ! Nie możemy ot tak sobie tam wejść i pograć.
-Kochanie, zapomniałaś ze to my jesteśmy piłkarzami, my tam ćwiczymy i gramy. To nasz stadion. - powiedział Cristian. 
-A no tak ... - powiedziałam. Nagle sobie przypomniałam że oni są zawodowcami a ja prawie nic nie umiem. 
-Ej, ale ja sobie nie dam rady z wami. I zresztą są trzy osoby. Nie ma jak ustalić składów. - myślałam że tym gadaniem odwiodę ich od tego pomysłu. Niestety nie poskutkowało. 
-Młoda, już napisałem do Alexisa, Alby, Xaviego, Pique, Puyola, Pedro, Alvesa, Valdesa i Messiego. Będą za 2 godziny na stadionie. - zaśmiał się Marc a ja mu wystawiłam język. Po 5 min. rozmowy poszłam do pokoju się spakować. O Nie ! Powiedziałam w myślach.
-Maaaaarc !!!!!!!! - wrzasnęłam najgłośniej  jak potrafiłam. 
-Co jest ?! Co się dzieje ?! - wpadli z Cristianem z bojowymi minami i ruchami. Zwijałam się ze śmiechu jak ich zobaczyłam.
-Debilu ! - wrzasnął Tello.
-Myśleliśmy że cie zabijają! - wydarł się mój brat. 
-Dobra, dobra skończcie już bo nie wyrobie. A teraz do konkretów. Jest sprawa. Bo rodzice mi nie pozwalali nigdy grać, więc strój i korki chowałam zawsze pod łóżko. No a teraz zapomniałam tego zabrać. 
-Ok. Nie ma sprawy. Dzisiaj ci pożyczę moje stare korki i koszulkę , a spodenki chyba jakieś masz? Bo wiesz moje spodenki będą trochę za duże. Więc biegała byś w moich bokserkach. Ty w sumie pasowały by jak ulał. Poczekaj przyniosę. - obaj zaczęli sobie ze mnie żartować i się śmiać. 
- Niech będzie. :) Tylko daj mi jakieś czarne. - od razu spoważnieli. 
-Ale z was osły. Przecież żartuje. Nie biegała bym w twoich bokserkach .... Wole biegać w samych majtkach. Które lepsze czerwone czy czarne ? - teraz im szczęki opadły. 
-Jak dla mnie czerwone. - powiedział Alexis stojący w drzwiach. 
-Tez tak myślę. Ładnie ci tyłek podkreśli i będę mógł popatrzeć, a jest na co. - powiedział z zawadiackim uśmiechem Tello. W tym momencie mój brat spojrzał na niego i powiedział : 
-Stary przepraszam.
-Ale za co ? - spytał jeszcze niczego nieświadomy. I nagle dostał z kolanka w klejnoty, aż się biedaczek zgiął w pół. 
-Teraz możesz popatrzeć na jej stopy pacanie. - razem z Alexisem staliśmy oparci o siebie i się śmialiśmy. 
-To jest jakiś dom wariatów... - powiedziałam ciągle chichocząc.
-Marc byłbyś taki łaskawy i zabrał stąd swoich przyjaciół, przyniósł mi koszulkę ? Chce się przebrać a przy was chyba nie założę czerwonych majtek. 
-Ja nie wiem co ci zaraz zrobię ! Gdzie masz szafkę z bielizną ? - ciekawa co zrobi pokazałam mu ją. On natomiast wyjął całą szufladę, wyciągnął mi zwykłe szare majtki i powiedział :
-Po meczu szafka wróci do ciebie. Teraz się ubieraj, i już bez dyskusji ! - kolejna porcja śmiechu.
-A wy co tu jeszcze robicie ?! Zbierajcie swoje grube dupy i wyłaźcie z pokoju ! - teraz Marc skierował się do chłopaków. W tym domu nie ma opcji wytrzymać. Wreszcie Marc przyniósł mi bluzkę. Podziękowałam mu i się przebrałam w coś wygodniejszego. Na Camp Nou dotarliśmy jako jedni z pierwszych. Udaliśmy się do szatni się przebraliśmy. Ja musiałam to zrobić w toalecie a pod drzwiami stał na warcie Marc. Gdy wszyscy w  końcu byliśmy gotowi poszliśmy na murawę i podzieliliśmy się na składy. Ja byłam z Alexisem, Tello, Messim, Puyolem i Pique, ten drugi skład to byli : Marc, Alba, Xavi, Pedro, Alves i Valdes. Gdy mieliśmy już grać przyszedł jeszcze sędzia. Mecz się zaczął. Piłka była przejęta przez drużynę mojego brata a w stronę bramki biegł z nią właśnie Pedro. Pięknym ślizgiem odebrałam mu ją i strzeliłam gola samemu Valdesowi. Mecz się skończył wynikiem 5:4 dla mojej drużyny. Oczywiście nie odbyło się bez fauli. Niestety ja oberwałam od Alby ale to było niechcący. Noga mnie nie bolała ale gorzej było z ręką ponieważ lecąc na ziemie upadłam na nią. Na razie nic nikomu nie powiedziałam, nie ma takiej potrzeby. W końcu wróciliśmy do domu.
-Ty, młoda. Niezła jesteś. Jeszcze parę ćwiczonek ze swoim braciszkiem i będziesz może w jakimś tam stopniu mi dorównywać. - puściłam to mimo uszu. Poszłam do łazienki wykąpałam się, przebrałam i zeszłam do salonu. 
-Jen, gramy w fife ? - spytała barcelońska 15. 
-Spoko, możemy. - odpowiedziałam i przysiadłam się do niego na sofie. Po 10 minutach gry nadgarstek coraz bardziej mnie bolał. Nie uszło to uwadze mojego brata. 
-Jennifer pokaż rękę. - poprosił mnie, tak też uczyniłam. 
-Boże dziewczyno ty masz cały spuchnięty nadgarstek, jedziemy na prześwietlenie. 
-Ale Marc ja nie chce. Mój kochany braciszku, najlepszy piłkarzu, najprzystojniejszy mężczyzno świata. Błagam ....
-Ojej, dziękuje. Hmmm. Pomyślmy, tak czy tak jedziemy do szpitala. - zrobiłam naburmuszona minę.
-Kłamałam. - powiedziałam, zabrałam torebkę i poszłam do auta.

* W szpitalu * 


-Panno Jennifer, ma pani skręcony nadgarstek. Proszę aby pani go nie nadwyrężała. Panie Bartra proszę się zająć siostrą. A i tak za dwa tygodnie do kontroli. Wyszliśmy ze szpitala. Kierując się w stronę auta spytałam Marca.

-No to teraz na trening ?
-Ty chyba oszalałaś ! Do domu i będziesz odpoczywać.
-Nie ! Mark, proszę Cię. Będę grzecznie siedzieć na ławce.
-No dobra. Ale masz być ostrożna. 
Dojechaliśmy po 10 minutach. Razem z bratem poszliśmy do szatni a tam panowało istne szaleństwo. Nad głową przeleciał mi korek Pique. Dałam radę tego uniknąć ale nie spodziewałam się następnego ruchu. Dostałam koszulką w twarz. Później się spostrzegłam że była to koszulka z nr 9.
-Hej słoneczko. Jak tam u Ciebie ? - spytał Alexis podchodząc i mnie przytulając. Od razu Marc odciągnął go i powiedział wszystkim o ręce. Podszedł do mnie Jordi i zaczął przepraszać, potem cala drużyna się ze mną przywitała i poszliśmy na murawę. Po paru godzinach znudziło mi się i wyszłam przed stadion. Usiadłam na krawężniku i czekałam na piłkarzy. W pewnej chwili podszedł do mnie jakiś koleś.
-Hej jestem Lucas. Miło mi się poznać. Co robisz tu sama ? 
-Cześć, Jennifer. Czekam na brata, aż skończy trening. - powiedziałam. Lucas był całkiem przystojny i miły.
-Fajnie, a który to twój brat ? - spytał. 
-Marc Bartra. Kojarzysz ?
-Nooo, pewnie. Moja siostra się w nim kocha. Wiesz co ja muszę już lecieć, może Cię odprowadzić ? 
-Czemu nie. - Lucas wstał, uśmiechnął się i podał mi rękę. Chwyciłam ją i wstałam. Poszliśmy do willi Marca i stanęliśmy przed drzwiami. 
-No to cześć. Dzięki za odprowadzenie. - powiedziałam. Już miałam wchodzić do domu gdy Lucas złapał mnie za rękę, obrócił i pocałował. 
-Pa pa. - uśmiechnął się.
-Mój numer masz w torebce na karteczce. Weszłam do domu, położyłam na kanapie i wpatrywałam w sufit.


* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *





Lucas Mozota (21 lat) - mieszka w Barcelonie od urodzenia. Miły chłopak, pewny siebie. Nie ma dziewczyny, co może zmieni się już wkrótce.