-Co ty tu robisz ?! - cieszyłam się jak głupia. Alexis uśmiechnął się i mocno mnie przytulił.
-Przyszedłem, spotkać się z przyjaciółką, ale się zgubiłem i znalazłem się pod twoim domem. - zasmuciłam się trochę ze nie przyszedł tu dla mnie. Chyba to zobaczył bo od razu powiedział.
-Debilu ! Przyjechałem tu dla ciebie ! A w sumie to przyjechaliśmy. - zrobiłam zdziwioną minę.
-Bartra wyłaź ! - za mną pojawił się mój brat.
-Najlepszego staruszko. - powiedzieli razem. Już nie mogłam wytrzymać i popłakałam się ze szczęścia.
-Czemu płaczesz ? Coś się stało ? - przytuliłam się do nich i powiedziałam że to najlepsze urodziny na świecie. Potem Alexis poszedł do swojego samochodu, wyciągnął małe pudełeczko i wręczył mi je.
Otworzyłam je szybko a tam znajdował się złoty łańcuszek w kształcie serca a na nim coś wygrawerowane:
A + J
Na zawsze razem
-Też takie mam. - powiedział i podniósł swój rękaw do góry a tam na bransoletce wisiał identyczny wisiorek.
-Dziękuję. Nie musiałeś. - pocałowałam go w policzek.
- Ode mnie mała, prezent dostaniesz później. - go również pocałowałam w policzek.
-A teraz opowiadaj gdzie lecisz ? - zagadnął Sanchez.
-Na zakupy, chciałam se jakieś ubrania kupić.
-Oooo, to lecimy z tobą.
-Na pewno ? Nie wiecie w co się pakujecie, ja rozumiem wy maniacy zakupów, ale nie dacie rady z kobietą.
-Hahahahahah. My i nie dać sobie rady. Wolne żarty. - zaśmiał się Marc.
(5h później)
-Dziewczyno !!! Ileż można wybierać parę łachów ? - tak jak myślałam, zaczęli jęczeć i w końcu usiedli na ławce i dali sobie spokój z narzekaniem. Po następnej minionej godzinie, wreszcie przyszłam cała obładowana. Popatrzyłam na nich i zaczęłam się głośno śmiać.
-Jezu jak wy wyglądacie ! - Alexis spał na ramieniu Bartry a on opierał się o doniczkę i tez spał. Na dźwięk mojego głosu obudzili się i zaczęli na mnie krzyczeć że jestem nienormalna że tyle czasu mi zajęły zakupy.
-Ja was ostrzegałam. - popatrzyli na siebie i z chytrymi uśmieszkami spojrzeli na mnie.
-O co wam chodzi ? Co wymyśliliście w tych swoich pustych łbach ?
-Słońce, nie denerwuj się tak złość piękności szkodzi. - powiedział Alexis.
-Musisz nam odpłacić te 6 godzin które tu z tobą spędziliśmy wiec idziesz z nami do klubu. Będziemy o 19 po ciebie. A i błagam nie spóźnij się. - poprosił Marc.
-Dobrze to ja lecę do domu. - chciałam wziąć torby, ale było ich trochę za dużo i po paru krokach się wywaliłam. Chłopaki wpadli w histerie ze śmiechu.
-Ty sieroto ! - krzyknął Marc.
-Weź odejdź. Weźmiemy to za ciebie. - śmiał się Alexis.
-Dam sobie rade sama. - powiedziałam zawstydzona.
-Przestań kozaczyć i zejdź z drogi mistrzom. - doszliśmy do domu i się rozeszliśmy ja do siebie a chłopaki do hotelu. Szykowałam się przez ponad 2 godziny. Końcowy rezultat był całkiem dobry. Doszła 19, dostałam sms-a do Marca żebym wychodziła, tak więc zrobiłam. Trzeba było widzieć miny chłopaków jak mnie zobaczyli. Bezcenny widok.
-WOW. Jen. - z otwarta buzia powiedział mój brat.
-Wyglądasz...... bosko. - powiedział Alexis z równie śmieszna miną.
-Dziękuję wam. A teraz co idziemy ? - obydwaj pokiwali głowami nadal oszołomieni. Po dotarciu na imprezę, dostaliśmy najlepszy stolik. Zawdzięczam to chłopakom. Zamówiliśmy sobie po drinku, po czym poszliśmy tańczyć. Myślałam że nogi mi odpadną. Łącznie byliśmy w 4 klubach bo co róż komuś się któryś nudził. 0 3:30 postanowiliśmy wracać do domu. Chłopcy mnie odprowadzili pod dom. Pożegnałam się z nimi i weszłam do mieszkania. A tam już czekali na mnie rodzice nachlani w trzy dupy.
-A gdzie ty ku**a byłaś ? Pewnie znalazłaś sobie jakiegoś fagasa i teraz się z nim pieprzysz ! A o ojcu i matce zapomniałaś, nie pomyślisz ze trzeba iść po jakiś koniak czy wódkę ?
- A co ja waszą służącą jestem ? - powiedziałam.
* Oczami Marca *
Chwilę z Alexisem staliśmy jeszcze przed moim były domem, gdy nagle usłyszeliśmy krzyki Jennifer i ojca. Wbiegłem tam i zobaczyłem jak ojciec policzkuję Jen. Chyba usłyszała ze wszedłem bo popatrzyła na mnie swoimi zapłakanymi oczami. Wiedziałem ze chce coś powiedzieć ale w tym momencie ojciec złapał ją za ramie i zaczął szarpać. Podbiegłem do niego i go odepchnąłem, byłem w stanie za wszelką cenę obronić moją młodszą siostrzyczkę. Jen wtuliła się we mnie i płakała.
-Idź do siebie i spakuj wszystkie rzeczy jakie tu masz. Zaraz do ciebie przyjdę.
-Nidzie jej nie zabierzesz !
-Idź do pokoju i spakuj się proszę.- uśmiechnąłem się do niej jak pokiwała głową i zrobiła to o co ją poprosiłem.
-Ty się ku**a nie odzywaj - skierowałem słowa do kobiety która była mi już obca.
-Jaką jesteś matką że pozwalasz żeby ktokolwiek bił twoją córkę. Zabieram ją do siebie. - poszedłem do jej pokoju. Siedziała na łóżku i trzymała fotografie na której byliśmy wszyscy. Ja, Jen, mama, tata. Byliśmy szczęśliwi.
* Oczami Jennifer *
Do pokoju wszedł Marc, podszedł do mnie, mocno przytulił i pocałował w policzek.
-Nie martw się siostrzyczko. Zabieram cię z nami. - popatrzyłam na niego.
-Tak, jasne, do hotelu na dwa dni a później będę musiała wrócić tutaj. - i kolejne łzy poleciały mi po policzku.
-Nie głupolu. Jedziesz z nami do Barcelony. - wstał, uśmiechnął się do mnie i poszedł o szafy. Zaczął wyciągać moje ciuchy. Wstałam i mu pomogłam. Po 10 minutach byłam częściowo spakowana, to wszystko dzięki braciszkowi. Gdy już wszystko miałam wzięliśmy moje torby i wyszliśmy. Mój brat wyszedł pierwszy.
-Stary, co ty robiłeś tam tak długo. - potem zobaczył walizki następnie spojrzał na zapłakaną mnie. Podszedł od razu, o nic nie pytał po prostu przytulił. Tego potrzebowałam. Wsiedliśmy do auta. Marc za kierownicą, ja z tyłu leżałam na kolanach Alexisa.
-Dziękuje.- powiedziałam.
-Za co ? - spytał zaskoczony Marc.
-Za wszystko. Kocham Was. - powiedziałam i zamknęłam oczy.
* Oczami Alexisa *
Jak ona słodko śpi. Wygląda na taką bezbronną. Chciał bym ją od wszystkiego ochronić. Powiedziała: "Kocham Was", ciekawe co miała na myśli... Chciał bym jej odpowiedzieć że ja ją też ale się powstrzymałem. Narobił bym jeszcze większego bałaganu. A właśnie, ciekawe co się stało tam w domu. Później spytam przyjaciela.
* Oczami Jennifer *
Obudziłam się w czyimś łóżku. Szybko się podniosłam. Nadal byłam ubrana w ciuchy z imprezy. Po cichu zeszłam do salonu i zobaczyłam piękne wnętrze. Rozglądałam się gdy moja uwagę przykuła karteczka przylepiona do lodówki: "Jen. Przespałaś całą drogę. Ty to masz sen. Jestem na treningu, będę po 15. Chyba nie będzie ci przeszkadzało że przyjdę z kolegą. Zadzwoń do mnie jak
wstaniesz :* " Popatrzyłam na zegarek była już 14. Mam mało czasu. Zadzwoniłam do brata a potem poszłam wziąć prysznic i ogarnęłam się, ubrałam i zeszłam znowu na dół. Rozglądałam się po pomieszczeniach i zobaczyłam PS3. Obok leżały gry znalazłam pomiędzy nimi fife 14.
Kiedyś grałam u koleżanki i byłam w tym całkiem dobra. Zaczęłam grać.
-Nieźle, masz fajną siostrę. - usłyszałam za placami pełen podziwu głos.
-Wiem. I jestem z niej dumny. - stałam jak wmurowana i patrzyłam się na towarzysza brata. Był to...
* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
No, a więc to mój pierwszy rozdział. XD
Jestem z niego w miarę zadowolona. Mam nadzieje że wam tez się spodoba.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Bardzo zależy mi na waszych kom. to zachęca do dalszej pracy i chcę zobaczyć czy ktoś w ogóle czyta mojego bloga. :*

