piątek, 2 maja 2014

Rozdział III

Usłyszałam klucze w zamku i drzwi się otworzyły. Do domu wszedł Marc z Cristianem, Alexisem i Pique. 
-Gdzie jest do cholery ta dziewczyna ! - krzyczał mój brat.
-Tu jestem lamo. - odpowiedziałam. We czwórkę weszli do salonu. Marc miał wściekłą minę, ale jak mnie zobaczył ujrzałam w jego oczach ulgę. 
-Jen, radze Ci uciekać. - powiedział Gerard. Od razu zerwałam się z kanapy i puściłam pędem do kuchni. Wszyscy mnie gonili. Gdy tak biegłam nie zauważyłam że na kogoś wpadam. Zostałam przerzucona przez ramie. Był to Tello, potem położył mnie na podłogę i zawołał:
-Chłopaki ! Mam ją ! - natychmiast wszyscy się zbiegli.
-To teraz twoja kara. - te słowa skierował już do mnie. Piłkarze złapali mnie ze szczególną ostrożnością na rękę. Ten który mnie złapał, siadł na mnie okrakiem i zaczął łaskotać.
-Aaaa. Przestańcie ! - darłam się wniebogłosy, niestety to nic nie dało.
-Zrobię wszystko co będziecie chcieli .... Ale przestańcie już ! - gdy to powiedziałam, momentalnie przestali.
-Zaraz zastanowimy się jak to wykorzystać, a teraz opowiadaj gdzie byłaś. - powiedział Pique. 
-Poznałam takiego jednego chłopaka. A że mi się nudziło to miałam iść do domu, wiec on mnie odprowadził. 
-To wszystko? Żadnych pikantnych szczegółów? - spytał Gerard, za co dostał po głowie od Marca. 
-Ej no, a to za co ?! - spytał.
-Tak dla zasady ... - odpowiedział mu Bartra, po czym kontynuował:
-Niech ci będzie Jen, ale masz mi powiedzieć gdzie mieszka, jak się nazywa, ile ma lat, wszystkie dane osobowe. A no i masz mi mówić kiedy i gdzie się z nim spotykasz. - szczęka mi opadła. Mój braciszek był zazdrosny i nadopiekuńczy. 
-Marc nie przesadzaj... Powiem Ci jak będę miała ochotę. A teraz powiedzcie mi co robimy, dłużej nie będę się tu sama nudzić. - zaruszałam brwiami znacząco i popatrzyłam na każdego z nich po kolei. 
-My młoda idziemy do Leo na Fife, jak chcesz to chodź z nami, poznasz Anto i Thiago. 
-No dobra jadę.- powiedziałam.

* W samochodzie *

-Chłopaki.
-No? 
-Ta Antonella to nie żadna snobka ani lalunia no nie ? Bo jak tak to jej przywalę....

* Po powrocie do domu * 

-Umówiłam się juto z Anto na kawę, więc nie jade na twój trening Marc. - Brat przytaknął głową i poszedł do swojego pokoju. Kto by pomyślał że Fifa tak męczy. Ale nie ważne. Poznałam dzisiaj mega fajną WAGs, mam nadzieje że uda mi się utrzymać z nią dobre relacje. Tak rozmyślałam aż zasnęłam. 

* W nocy *

-Ej ! Mała ! Co jest ?! Wstawaj ! Obudź się ! - czuję że ktoś mną trzęsie , ktoś mnie szarpie. Pewnie to on ! Chce się wyrwać. Znowu przyszedł. Kolejny raz chce mi coś zrobić. 
- Kurwa Jenifer ! Wstawaj do cholery ! - natychmiast otwieram oczy. Jestem cała spocona i zapłakana. Marc trzyma mnie za ramiona i patrzy przerażony. Nagle przypomina mi się 
mój sen i wybucham płaczem. Bartra wskakuje na łóżko i przytula mnie mocno.
-Już. Ciii. Maleńka. Nie płacz. - wtulam się w ramiona mojego braciszka. Jak dobrze go mieć przy sobie.
-Marc,nie pozwól żeby on mnie znalazł. Błagam nie daj mu zrobić mi krzywdy. 
-Boże Jen. O czym ty mówisz ? Kto Ci ma coś zrobić ?-wypytuje Marc.
-Nie ważne, może jutro Ci powiem. 
-Dobrze. To teraz śpij spokojnie. - powiedział i ucałował mnie w czoło. Skierował się w stronę drzwi i powoli wychodził.
-Braciszku zostaniesz ze mną ? - spytałam błagalnie.
-Już myślałem że nie spytasz. Oczywiście że z Tobą zostanę. - ponownie podszedł do mojego łóżka i się położył. Czułam się jak bym była mała, kiedy przychodziłam do Marca w nocy i z nim spałam gdy się bałam. 
-Przepraszam że Cię obudziłam. - powiedziałam już lekko śpiąca.
-Nie ma sprawy. Śpij dobrze. Kocham Cię siostrzyczko. 


* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *


W końcu coś dodałam. Sorry za tak długą przerwę :*

piątek, 17 stycznia 2014

Rozdział II

Stał tam Cristian Tello. Nie wiedziałam co zrobić. 
Patrzyłam tak na niego jeszcze przez chwile, a on zaczął się śmiać z mojej miny. 
-Ja, ja .... nie mogę uwierzyć, ze stoi tu przede mną jeden z najlepszych piłkarzy Barcy ... 
-A ja to co ? - powiedział z udawanym oburzeniem Marc.
-Oj ty tez braciszku. - słodko się do niego uśmiechnęłam.
-Dobra, dobra nie słodź i tak mam focha na ciebie. A teraz mów skąd umiesz grać w fife ? 
-Grałam z koleżanką. - popatrzył na mnie ze śmiechem w oczach. 
-Może nam jeszcze powiesz że grasz w piłkę w realu ?- powiedział Tello. 
-Właściwie to tak. Lubie czasem pograć. Z kolegami z Madrytu grałam i coś tam umiem. - powiedziałam obojętnie, ale nie wiedziałam ze to będzie miało wgląd na następne wydarzenia. 
-Mam pomysł ! - uśmiechnął się Marc.
-Cristian co powiesz na mały meczyk z moją siostrą ? - dokończył.
-Z miłą chęcią. - odpowiedział. 
-No to mała, zdecydowane. Jedziemy na Camp Nou. Zbieraj się. Zdezorientowana powiedziałam do brata:
- Chłopaki to jest CAMP NOU ! Nie możemy ot tak sobie tam wejść i pograć.
-Kochanie, zapomniałaś ze to my jesteśmy piłkarzami, my tam ćwiczymy i gramy. To nasz stadion. - powiedział Cristian. 
-A no tak ... - powiedziałam. Nagle sobie przypomniałam że oni są zawodowcami a ja prawie nic nie umiem. 
-Ej, ale ja sobie nie dam rady z wami. I zresztą są trzy osoby. Nie ma jak ustalić składów. - myślałam że tym gadaniem odwiodę ich od tego pomysłu. Niestety nie poskutkowało. 
-Młoda, już napisałem do Alexisa, Alby, Xaviego, Pique, Puyola, Pedro, Alvesa, Valdesa i Messiego. Będą za 2 godziny na stadionie. - zaśmiał się Marc a ja mu wystawiłam język. Po 5 min. rozmowy poszłam do pokoju się spakować. O Nie ! Powiedziałam w myślach.
-Maaaaarc !!!!!!!! - wrzasnęłam najgłośniej  jak potrafiłam. 
-Co jest ?! Co się dzieje ?! - wpadli z Cristianem z bojowymi minami i ruchami. Zwijałam się ze śmiechu jak ich zobaczyłam.
-Debilu ! - wrzasnął Tello.
-Myśleliśmy że cie zabijają! - wydarł się mój brat. 
-Dobra, dobra skończcie już bo nie wyrobie. A teraz do konkretów. Jest sprawa. Bo rodzice mi nie pozwalali nigdy grać, więc strój i korki chowałam zawsze pod łóżko. No a teraz zapomniałam tego zabrać. 
-Ok. Nie ma sprawy. Dzisiaj ci pożyczę moje stare korki i koszulkę , a spodenki chyba jakieś masz? Bo wiesz moje spodenki będą trochę za duże. Więc biegała byś w moich bokserkach. Ty w sumie pasowały by jak ulał. Poczekaj przyniosę. - obaj zaczęli sobie ze mnie żartować i się śmiać. 
- Niech będzie. :) Tylko daj mi jakieś czarne. - od razu spoważnieli. 
-Ale z was osły. Przecież żartuje. Nie biegała bym w twoich bokserkach .... Wole biegać w samych majtkach. Które lepsze czerwone czy czarne ? - teraz im szczęki opadły. 
-Jak dla mnie czerwone. - powiedział Alexis stojący w drzwiach. 
-Tez tak myślę. Ładnie ci tyłek podkreśli i będę mógł popatrzeć, a jest na co. - powiedział z zawadiackim uśmiechem Tello. W tym momencie mój brat spojrzał na niego i powiedział : 
-Stary przepraszam.
-Ale za co ? - spytał jeszcze niczego nieświadomy. I nagle dostał z kolanka w klejnoty, aż się biedaczek zgiął w pół. 
-Teraz możesz popatrzeć na jej stopy pacanie. - razem z Alexisem staliśmy oparci o siebie i się śmialiśmy. 
-To jest jakiś dom wariatów... - powiedziałam ciągle chichocząc.
-Marc byłbyś taki łaskawy i zabrał stąd swoich przyjaciół, przyniósł mi koszulkę ? Chce się przebrać a przy was chyba nie założę czerwonych majtek. 
-Ja nie wiem co ci zaraz zrobię ! Gdzie masz szafkę z bielizną ? - ciekawa co zrobi pokazałam mu ją. On natomiast wyjął całą szufladę, wyciągnął mi zwykłe szare majtki i powiedział :
-Po meczu szafka wróci do ciebie. Teraz się ubieraj, i już bez dyskusji ! - kolejna porcja śmiechu.
-A wy co tu jeszcze robicie ?! Zbierajcie swoje grube dupy i wyłaźcie z pokoju ! - teraz Marc skierował się do chłopaków. W tym domu nie ma opcji wytrzymać. Wreszcie Marc przyniósł mi bluzkę. Podziękowałam mu i się przebrałam w coś wygodniejszego. Na Camp Nou dotarliśmy jako jedni z pierwszych. Udaliśmy się do szatni się przebraliśmy. Ja musiałam to zrobić w toalecie a pod drzwiami stał na warcie Marc. Gdy wszyscy w  końcu byliśmy gotowi poszliśmy na murawę i podzieliliśmy się na składy. Ja byłam z Alexisem, Tello, Messim, Puyolem i Pique, ten drugi skład to byli : Marc, Alba, Xavi, Pedro, Alves i Valdes. Gdy mieliśmy już grać przyszedł jeszcze sędzia. Mecz się zaczął. Piłka była przejęta przez drużynę mojego brata a w stronę bramki biegł z nią właśnie Pedro. Pięknym ślizgiem odebrałam mu ją i strzeliłam gola samemu Valdesowi. Mecz się skończył wynikiem 5:4 dla mojej drużyny. Oczywiście nie odbyło się bez fauli. Niestety ja oberwałam od Alby ale to było niechcący. Noga mnie nie bolała ale gorzej było z ręką ponieważ lecąc na ziemie upadłam na nią. Na razie nic nikomu nie powiedziałam, nie ma takiej potrzeby. W końcu wróciliśmy do domu.
-Ty, młoda. Niezła jesteś. Jeszcze parę ćwiczonek ze swoim braciszkiem i będziesz może w jakimś tam stopniu mi dorównywać. - puściłam to mimo uszu. Poszłam do łazienki wykąpałam się, przebrałam i zeszłam do salonu. 
-Jen, gramy w fife ? - spytała barcelońska 15. 
-Spoko, możemy. - odpowiedziałam i przysiadłam się do niego na sofie. Po 10 minutach gry nadgarstek coraz bardziej mnie bolał. Nie uszło to uwadze mojego brata. 
-Jennifer pokaż rękę. - poprosił mnie, tak też uczyniłam. 
-Boże dziewczyno ty masz cały spuchnięty nadgarstek, jedziemy na prześwietlenie. 
-Ale Marc ja nie chce. Mój kochany braciszku, najlepszy piłkarzu, najprzystojniejszy mężczyzno świata. Błagam ....
-Ojej, dziękuje. Hmmm. Pomyślmy, tak czy tak jedziemy do szpitala. - zrobiłam naburmuszona minę.
-Kłamałam. - powiedziałam, zabrałam torebkę i poszłam do auta.

* W szpitalu * 


-Panno Jennifer, ma pani skręcony nadgarstek. Proszę aby pani go nie nadwyrężała. Panie Bartra proszę się zająć siostrą. A i tak za dwa tygodnie do kontroli. Wyszliśmy ze szpitala. Kierując się w stronę auta spytałam Marca.

-No to teraz na trening ?
-Ty chyba oszalałaś ! Do domu i będziesz odpoczywać.
-Nie ! Mark, proszę Cię. Będę grzecznie siedzieć na ławce.
-No dobra. Ale masz być ostrożna. 
Dojechaliśmy po 10 minutach. Razem z bratem poszliśmy do szatni a tam panowało istne szaleństwo. Nad głową przeleciał mi korek Pique. Dałam radę tego uniknąć ale nie spodziewałam się następnego ruchu. Dostałam koszulką w twarz. Później się spostrzegłam że była to koszulka z nr 9.
-Hej słoneczko. Jak tam u Ciebie ? - spytał Alexis podchodząc i mnie przytulając. Od razu Marc odciągnął go i powiedział wszystkim o ręce. Podszedł do mnie Jordi i zaczął przepraszać, potem cala drużyna się ze mną przywitała i poszliśmy na murawę. Po paru godzinach znudziło mi się i wyszłam przed stadion. Usiadłam na krawężniku i czekałam na piłkarzy. W pewnej chwili podszedł do mnie jakiś koleś.
-Hej jestem Lucas. Miło mi się poznać. Co robisz tu sama ? 
-Cześć, Jennifer. Czekam na brata, aż skończy trening. - powiedziałam. Lucas był całkiem przystojny i miły.
-Fajnie, a który to twój brat ? - spytał. 
-Marc Bartra. Kojarzysz ?
-Nooo, pewnie. Moja siostra się w nim kocha. Wiesz co ja muszę już lecieć, może Cię odprowadzić ? 
-Czemu nie. - Lucas wstał, uśmiechnął się i podał mi rękę. Chwyciłam ją i wstałam. Poszliśmy do willi Marca i stanęliśmy przed drzwiami. 
-No to cześć. Dzięki za odprowadzenie. - powiedziałam. Już miałam wchodzić do domu gdy Lucas złapał mnie za rękę, obrócił i pocałował. 
-Pa pa. - uśmiechnął się.
-Mój numer masz w torebce na karteczce. Weszłam do domu, położyłam na kanapie i wpatrywałam w sufit.


* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *





Lucas Mozota (21 lat) - mieszka w Barcelonie od urodzenia. Miły chłopak, pewny siebie. Nie ma dziewczyny, co może zmieni się już wkrótce. 








czwartek, 21 listopada 2013

Rozdział I

-Zwą mnie, Alexis Sanchez. Do twych usług o pani. - śmiał się. 
-Co ty tu robisz ?! - cieszyłam się jak głupia. Alexis uśmiechnął się i mocno mnie przytulił.
-Przyszedłem, spotkać się z przyjaciółką, ale się zgubiłem i znalazłem się pod twoim domem. - zasmuciłam się trochę ze nie przyszedł tu dla mnie. Chyba to zobaczył bo od razu powiedział.
-Debilu ! Przyjechałem tu dla ciebie ! A w sumie to przyjechaliśmy. - zrobiłam zdziwioną minę.
-Bartra wyłaź ! - za mną pojawił się mój brat.
-Najlepszego staruszko. - powiedzieli razem. Już nie mogłam wytrzymać i popłakałam się ze szczęścia.
-Czemu płaczesz ? Coś się stało ? - przytuliłam się do nich i powiedziałam że to najlepsze urodziny na świecie. Potem Alexis poszedł do swojego samochodu, wyciągnął małe pudełeczko i wręczył mi je.
Otworzyłam je szybko a tam znajdował się złoty łańcuszek w kształcie serca a na nim coś wygrawerowane: 
A + J
Na zawsze razem
-Też takie mam. - powiedział i podniósł swój rękaw do góry a tam na bransoletce wisiał identyczny wisiorek.
-Dziękuję. Nie musiałeś. - pocałowałam go w policzek. 
- Ode mnie mała, prezent dostaniesz później. - go również pocałowałam w policzek.
-A teraz opowiadaj gdzie lecisz ? - zagadnął Sanchez.
-Na zakupy, chciałam se jakieś ubrania kupić.
-Oooo, to lecimy z tobą.
-Na pewno ? Nie wiecie w co się pakujecie, ja rozumiem wy maniacy zakupów, ale nie dacie rady z kobietą. 
-Hahahahahah. My i nie dać sobie rady. Wolne żarty. - zaśmiał się Marc.


(5h później)
-Dziewczyno !!! Ileż można wybierać parę łachów ? - tak jak myślałam, zaczęli jęczeć i w końcu usiedli na ławce i dali sobie spokój z narzekaniem. Po następnej minionej godzinie, wreszcie przyszłam cała obładowana. Popatrzyłam na nich i zaczęłam się głośno śmiać.
-Jezu jak wy wyglądacie ! - Alexis spał na ramieniu Bartry a on opierał się o doniczkę i tez spał. Na dźwięk mojego głosu obudzili się i zaczęli na mnie krzyczeć że jestem nienormalna że tyle czasu mi zajęły zakupy.
-Ja was ostrzegałam. - popatrzyli na siebie i z chytrymi uśmieszkami spojrzeli na mnie. 
-O co wam chodzi ? Co wymyśliliście w tych swoich pustych łbach ?
-Słońce, nie denerwuj się tak złość piękności szkodzi. - powiedział Alexis.
-Musisz nam odpłacić te 6 godzin które tu z tobą spędziliśmy wiec idziesz z nami do klubu. Będziemy o 19 po ciebie. A i błagam nie spóźnij się. - poprosił Marc.
-Dobrze to ja lecę do domu. - chciałam wziąć torby, ale było ich trochę za dużo i po paru krokach się wywaliłam. Chłopaki wpadli w histerie ze śmiechu. 
-Ty sieroto ! - krzyknął Marc.
-Weź odejdź. Weźmiemy to za ciebie. - śmiał się Alexis. 
-Dam sobie rade sama. - powiedziałam zawstydzona.
-Przestań kozaczyć i zejdź z drogi mistrzom. - doszliśmy do domu i się rozeszliśmy ja do siebie a chłopaki do hotelu. Szykowałam się przez ponad 2 godziny. Końcowy rezultat był całkiem dobry. Doszła 19, dostałam sms-a do Marca żebym wychodziła, tak więc zrobiłam. Trzeba było widzieć miny chłopaków jak mnie zobaczyli. Bezcenny widok. 
-WOW. Jen. - z otwarta buzia powiedział mój brat.
-Wyglądasz...... bosko. - powiedział Alexis z równie śmieszna miną. 
-Dziękuję wam. A teraz co idziemy ? - obydwaj pokiwali głowami nadal oszołomieni. Po dotarciu na imprezę, dostaliśmy najlepszy stolik. Zawdzięczam to chłopakom. Zamówiliśmy sobie po drinku, po czym poszliśmy tańczyć. Myślałam że nogi mi odpadną. Łącznie byliśmy w 4 klubach bo co róż komuś się któryś nudził. 0 3:30 postanowiliśmy wracać do domu. Chłopcy mnie odprowadzili pod dom. Pożegnałam się z nimi i weszłam do mieszkania. A tam już czekali na mnie rodzice nachlani w trzy dupy.
-A gdzie ty ku**a byłaś ? Pewnie znalazłaś sobie jakiegoś fagasa i teraz się z nim pieprzysz ! A o ojcu i matce zapomniałaś, nie pomyślisz ze trzeba iść po jakiś koniak czy wódkę ?
- A co ja waszą służącą jestem ? - powiedziałam.

* Oczami Marca * 

Chwilę z Alexisem staliśmy jeszcze przed moim były domem, gdy nagle usłyszeliśmy krzyki Jennifer i ojca. Wbiegłem tam i zobaczyłem jak ojciec policzkuję Jen. Chyba usłyszała ze wszedłem bo popatrzyła na mnie swoimi zapłakanymi oczami. Wiedziałem ze chce coś powiedzieć ale w tym momencie ojciec złapał ją za ramie i zaczął szarpać. Podbiegłem do niego i go odepchnąłem, byłem w stanie za wszelką cenę obronić moją młodszą siostrzyczkę. Jen wtuliła się we mnie i płakała. 
-Idź do siebie i spakuj wszystkie rzeczy jakie tu masz. Zaraz do ciebie przyjdę. 
-Nidzie jej nie zabierzesz ! 
-Idź do pokoju i spakuj się proszę.- uśmiechnąłem się do niej jak pokiwała głową i zrobiła to o co ją poprosiłem.
-Ty się ku**a nie odzywaj - skierowałem słowa do kobiety która była mi już obca.
-Jaką jesteś matką że pozwalasz żeby ktokolwiek bił twoją córkę. Zabieram ją do siebie. - poszedłem do jej pokoju. Siedziała na łóżku i trzymała fotografie na której byliśmy wszyscy. Ja, Jen, mama, tata. Byliśmy szczęśliwi.

* Oczami Jennifer * 

Do pokoju wszedł Marc, podszedł do mnie, mocno przytulił i pocałował w policzek.
-Nie martw się siostrzyczko. Zabieram cię z nami. - popatrzyłam na niego.
-Tak, jasne, do hotelu na dwa dni a później będę musiała wrócić tutaj. - i kolejne łzy poleciały mi po policzku.
-Nie głupolu. Jedziesz z nami do Barcelony. - wstał, uśmiechnął się do mnie i poszedł o szafy. Zaczął wyciągać moje ciuchy. Wstałam i mu pomogłam. Po 10 minutach byłam częściowo spakowana, to wszystko dzięki braciszkowi. Gdy już wszystko miałam wzięliśmy moje torby i wyszliśmy. Mój brat wyszedł pierwszy.
-Stary, co ty robiłeś tam tak długo. - potem zobaczył walizki następnie spojrzał na zapłakaną mnie. Podszedł od razu, o nic nie pytał po prostu przytulił. Tego potrzebowałam. Wsiedliśmy do auta. Marc za kierownicą, ja z tyłu leżałam na kolanach Alexisa.
-Dziękuje.- powiedziałam. 
-Za co ? - spytał zaskoczony Marc.
-Za wszystko. Kocham Was. - powiedziałam i zamknęłam oczy.

* Oczami Alexisa *

Jak ona słodko śpi. Wygląda na taką bezbronną. Chciał bym ją od wszystkiego ochronić. Powiedziała: "Kocham Was", ciekawe co miała na myśli... Chciał bym jej odpowiedzieć że ja ją też ale się powstrzymałem. Narobił bym jeszcze większego bałaganu. A właśnie, ciekawe co się stało tam w domu. Później spytam przyjaciela. 

* Oczami Jennifer *

Obudziłam się w czyimś łóżku. Szybko się podniosłam. Nadal byłam ubrana w ciuchy z imprezy. Po cichu zeszłam do salonu i zobaczyłam piękne wnętrze. Rozglądałam się gdy moja uwagę przykuła karteczka przylepiona do lodówki: "Jen. Przespałaś całą drogę. Ty to masz sen. Jestem na treningu, będę po 15. Chyba nie będzie ci przeszkadzało że przyjdę z kolegą. Zadzwoń do mnie jak 
wstaniesz :* " Popatrzyłam na zegarek była już 14. Mam mało czasu. Zadzwoniłam do brata a potem poszłam wziąć prysznic i ogarnęłam się, ubrałam i zeszłam znowu na dół. Rozglądałam się po pomieszczeniach i zobaczyłam PS3. Obok leżały gry znalazłam pomiędzy nimi fife 14.
Kiedyś grałam u koleżanki i byłam w tym całkiem dobra. Zaczęłam grać.
-Nieźle, masz fajną siostrę. - usłyszałam za placami pełen podziwu głos. 
-Wiem. I jestem z niej dumny. - stałam jak wmurowana i patrzyłam się na towarzysza brata. Był to...


* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * 


No, a więc to mój pierwszy rozdział. XD
Jestem z niego w miarę zadowolona. Mam nadzieje że wam tez się spodoba.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ  
Bardzo zależy mi na waszych kom. to zachęca do dalszej pracy i chcę zobaczyć czy ktoś w ogóle czyta mojego bloga. :*














poniedziałek, 18 listopada 2013

Prolog

PROLOG

-Hallo ! Mamo, tato, gdzie jesteście ? - zapytałam przestraszona. 
-Odezwijcie się ! - krzyczałam coraz głośniej.
-NIESPODZIANKA !!! - zawołali goście w naszym salonie. Od razu spojrzałam na swoje ubrania. Ufff na szczęście byłam ubrana w coś normalnego a nie w moją piżamę. Zaskoczona tym wszystkim, ze łzami w oczach, uśmiechnęłam się jak najszerzej umiałam.
-Córeczko, masz już 20 lat, jak to szybko minęło, a teraz dostaniesz prezent z prezentem. - nagle poczułam czyjeś ręce na moim ciele. Szybkim ruchem się odwróciłam i dzięki dawnym ćwiczeniom z bratem, spróbowałam zarąbać nieznajomemu prawego sierpowego, po czym poczułam jak ten ktoś odpycha mój cios. I wtedy spostrzegłam ze to Marc. 
-JEZU... Dziewczyno chcesz mnie zabić od razu jak mnie zobaczyłaś ? - zaśmiał się.
-Braciszku !!!!!! - krzyknęłam i rzuciłam się mu na szyje. 
-Mała, myślałaś że zapomnimy z rodzicami o twoich 20 urodzinach ?
-Szczerzę, to tak. Ale cieszę się ze tu jesteś i dziękuję Ci. I oczywiście Wam. - skierowałam te słowa do rodziców. 
Ze snu wyrwał mnie dźwięk budzika.


" O nie " pomyślałam.
-Trzeba wstawać, ciekawe czy starzy już chleją. Pewnie znowu zapomnieli o moich urodzinach. - od takich słów, zaczęłam dzisiejszy dzień. Chciałam żeby dzisiejszy dzień był lepszy, w końcu skończyłam 20 lat. Chciała bym się już wyprowadzić z domu ale mam 3 powody żeby tego nie robić. 1 rodzice by nie dali sobie sami rady 2 nie pozwolili by mi odejść (tak wiem mam 20 lat a nie mogę wyprowadzić się) po prostu zagrozili by mi czymś i bym nie odeszła i 3 ostatnie, bałam się. Bałam się że sobie nie poradzę jak mój brat. 

Wzięłam poranny prysznic, uczesałam się , zrobiłam makijaż i się ubrałam. Chciałam wyjść na zakupy. Wymknęłam się z domu nie zauważona. Gdy zamykałam drzwi zobaczyłam Mercedesa SLS AMG 
-Ciekawe kogo to ? Pewnie jakiegoś nadętego pajaca. Szpaner, nie szanuje kasy. - powiedziałam z nutką irytacji w głosie.
-Witam nazywam się szpaner i nadęty pajac w jednym. - odwróciłam się szybko i zobaczyłam całkiem przystojnego mężczyznę, aż rumieniec pojawił mi się na twarzy.
-A i to moje auto. - z uśmiechem przyglądał się mi.  
-Tak, przepraszam nie chciałam pana urazić. Ale ma pan ładny uśmiech. - o nie, co ja powiedziałam.... chyba się spale ze wstydu. 
-Dziękuje ale to ja chyba powinienem Ci prawić komplementy. - wreszcie odzyskałam swój język. 
-Tak ma pan racje powinien pan. 
-O jaka wyszczekana sie teraz zrobiłaś. - i uśmiechnął się tym swoim uśmiechem. 
-Słucham ? Nie pozwalaj sobie za dużo koleś. - byłam już zirytowana tą całą sytuacją.
-Oj Jen jak ty się zmieniłaś odkąd ostatnio rozmawialiśmy. - zaraz zaraz, tylko jedna osoba mówiła do mnie Jen. 
-Nie wieże to naprawdę ty.... ?
-We własnej osobie. Zwą mnie ......



* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

Mam nadzieje że Wam się spodoba.
Mam prośbę napiszcie w komentarzach jeśli zaczęliście czytać mojego bloga, muszę wiedzieć czy mam pisać dalej.
A i proszę o wszelką krytykę, będzie ona bardzo pomocna.
A i to mój pierwszy blog więc bądźcie wyrozumiali. 
:)